Wspólnota w gniewie

Fot. Tobiasz Papuczys

Studio Matejka z Wrocławia, Wściekły człowiek. Wariacje w obronie gniewu, reż. Matej Matejka

Studio Matejka to wrocławskie laboratorium ruchu założone przez Mateja Matejkę, słowackiego aktora, reżysera, pedagoga. Ten absolwent Państwowego Konserwatorium w Bratysławie i Uniwersytetu JAMU w Brnie związał się początkowo z praskim studiem teatralnym Farma v jeskyni, żeby w 2005 roku trafić do Wrocławia, gdzie nawiązał współpracę z Instytutem Grotowskiego i Teatrem Zar (występuje tu w spektaklach Anhelli. Wołanie i Cesarskie cięcie. Próby o samobójstwie). W 2010 roku założył działające przy Instytucie Studio Matejka.

Celem działań Studia jest badanie potencjału ekspresji ludzkiego ciała w pracy scenicznej. Matejka korzysta z tradycji teatru fizycznego, działając na pograniczu gatunków performatywnych i łącząc techniki treningu aktorskiego oraz indywidualnej i zbiorowej ekspresji.
Oprócz pracy badawczej i będących jej efektem spektakli Studio prowadzi też warsztaty we współpracy z pedagogami z całego świata. Są wśród nich Vivien Wood, Milan Kozanek, Sarie Mairs Slee. Międzynarodowy zespół Matejki tworzyło do tej pory kilkadziesiąt osób pochodzących z kilkunastu krajów świata.

W dotychczasowych spektaklach Studia Matejka (m.in. Echa odbite od ścian podziemia brzmią donośniej niż odgłosy twoich kroków nade mną, The Woman Decomposed, Charmolypi, Dziwne Szczęście lub to, czego nie pamiętam z naszych spotkań, Harmonia Przeciwstawień. Polska) widać próby nawiązania dialogu z widzem na poziomie emocji, poza słowami; dialogu, w którym sceniczny komunikat zostaje „zapisany” w ciele aktora, wyrażony w jego ekspresji. Przy czym owa ekspresja nie ma zastępować słów, raczej oddawać to, czego nie da się za ich pomocą wyrazić.

W tym sensie Wściekły człowiek, najnowsza produkcja Studia Matejka, jest przedstawieniem przełomowym. Jego twórcy (Matejka i Marek Gluziński, producent wydarzeń kulturalnych i performer) szybko zdali sobie sprawę, że aby oddać prawdę o tytułowej emocji, ekspresja zawarta w ruchu może okazać się niewystarczająca.

Że szukając źródeł eksplozji gniewu, dotykają szerokiego spektrum uruchamiających go czynników – od fizycznej opresji po politykę. Że wreszcie w swoim zamierzeniu badania tej zapalnej iskry i jej oddziaływania na nas samych i świat zewnętrzny muszą pokazać jak najszersze formy, poprzez które ta wściekłość się manifestuje. W ten sposób też łatwiej zbudować interakcję z widownią, która jest podstawą rodzącej się podczas spektaklu wspólnoty.

Gniew jest emocją, która szczególnie mocno rezonuje we współczesnym teatrze. Zaczęło się od krakowskiego Fuck… Sceny buntu Marcina Libera, spektaklu zrealizowanego w 2017 roku w Łaźni Nowej we współpracy z aktorami zwolnionymi przez Cezarego Morawskiego z wrocławskiego Teatru Polskiego, którzy dotykając różnych manifestacji wściekłości i niezgody wobec świata (w spektaklu pojawia się opowieść o aktywistach z Fuck For Forest, jest też samospalenie Ryszarda Siwca), dają też upust własnym emocjom, „przepraszając” na scenie dyrektora, który pozbawił ich pracy. Cudzysłów nie jest tu przypadkowy – bo choć aktorzy leżą na scenie krzyżem, ich przeprosiny są wręcz ostentacyjnie pozbawione skruchy i pokory, podszyte zjadliwą ironią, wściekłością i buntem.

Potem były dwa spektakle, w dwóch kolejnych latach nagradzane i wyróżniane w nurcie off na Przeglądzie Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu – Trololo. Przesłania najjaśniejsze Małgorzaty Wojciechowskiej i Macieja Zakrzewskiego (2017), dla którego inspiracją i podstawą scenariusza stały się hejterskie, nienawistne wpisy w internecie; i Wkurwione kobiety w leju po Polsce Mai Staśko w reżyserii Przemysława Wojcieszka (2018), traktujące o powodach kobiecego gniewu – od najbardziej trywialnych po te o politycznym podłożu. Poszukiwanie momentu, w którym gniew sprawia, że tracimy panowanie nad sobą, jest też tematem Lokisa w reżyserii Łukasza Twarkowskiego, spektaklu Litewskiego Narodowego Teatru Dramatycznego w Wilnie (2017), wyróżnionego najważniejszymi litewskimi nagrodami.

A choć większość z tych spektakli opiera się na bezpośrednim, bliskim kontakcie aktora z widzem, to w żadnym z nich zespół w interakcji z publicznością nie posunął się tak daleko jak ekipa Wściekłego człowieka. Już na samym początku jesteśmy popychani, przestawiani z miejsca na miejsce. Przy wejściu część z nas dostaje karteczki wraz z kawałeczkiem kredy i poleceniem: „obrysuj ciało aktorki”. Ale wejść do sali wcale nie jest łatwo: w progu czeka na nas jedna z aktorek (Umut Sevgül). Z oczami przesłoniętymi ciemną opaską jest zapowiedzią tego, co nas czeka: jest wyraźnie, ewidentnie, w sposób niepozostawiający cienia wątpliwości wściekła. Wściekła na nas za to, że śmialiśmy się tu pojawić.

Z wyciągniętymi przed siebie rękami odbija się od kolejnych widzów, poszturchuje ich, zaczepia. „Skąd się tu wzięliście?” – pyta. „Po co przyszliście? Co tu robicie?”. I żąda: „Idźcie stąd! Nie jesteście u siebie – to moja przestrzeń”.

Potem, ledwie się umościmy na rozłożonych pod ścianami materacach, musimy znów się przesunąć, uchylając się przed przelatującymi przez salę, eksplodującymi niemal, niesionymi paroksyzmami złości ciałami aktorów. Będziemy zmuszani się opowiedzieć, wyspowiadać z tego, co powoduje w nas gniew. Czy czułeś się kiedykolwiek prześladowany lub napastowany z powodu swojej płci? Jeśli tak, stań po prawej stronie. Ze względu na swoją tożsamość? Stań po lewej. Czy stanąłeś kiedyś w obronie osoby, która doświadczyła przemocy? Wyjdź na środek. Czy znasz kogoś, kto został zgwałcony? Czy znasz osobę, która dokonała gwałtu? Czy kiedykolwiek główną emocją, jaką odczuwałeś, był wstyd? Powody gniewu tworzą linie podziału, dzieląc salę na części i jednocześnie, na krótką chwilę, zrównując nas z aktorami.

Potem w miejsce pytań pojawiają się polecenia. „Wypisz na ciele aktorki słowa, które uważasz za poniżające”. „Weź poduszkę do ręki i wykrzycz w nią swoją złość”. „Powiedz, co cię gniewa”. Natężenie tych gestów wykonywanych przez aktorów w naszą stronę jest tak duże, że nawet u części najbardziej otwartych na podobne interakcje widzów zaczyna się rodzić wewnętrzny opór. Ledwie zdążyliśmy odetchnąć przy zaaranżowanych na kształt restauracji stolikach (w menu jest wędzona makrela, chleb i wino), a już usztywniamy się na widok pistoletów, które wciska nam się w dłonie. Ledwie zdążyliśmy wycofać się w bezpieczną pozycję widza, a już porywa się nas do finalnego pogo. Wszystko po to, żeby zburzyć trzecią ścianę, dzielącą nas od dziewięcioosobowego międzynarodowego zespołu, żeby zbudować wspólnotę aktorów z widownią – wspólnotę w gniewie.

Ale intensywność tego spektaklu nie opiera się rzecz jasna wyłącznie na tych przybierających wymiar opresji próbach podejmowania interakcji z widownią. Współtworzą ją ogłuszające kompozycje wrocławskiego zespołu Kurws (szczęśliwi, którzy trafili na pokaz z muzyką na żywo), ale też zmienność konwencji przyjętych przez aktorów – pojawiają się tu elementy teatru tańca, są sceny, w których głównym elementem ekspresji jest ruch, w którym gniew wydobywa się z ciała przez skurcze mięśni, są wyimprowizowane na próbach monologi. Studio Matejka wyrasta z teatru ruchu i chociaż jego granice we Wściekłym człowieku przekracza, to pozostaje on wciąż fundamentem twórczej pracy. Część tego eksperymentu polega zatem i na tym, żeby przepuścić gniew przez ciało, pokazując, co ta emocja jest w stanie z nim zrobić albo może raczej – co mogłaby z nim robić, gdybyśmy wykorzystali je jako główne medium tej emocji.

Wściekły człowiek skutecznie wytrąca nas ze strefy komfortu i niezależnie od wyboru środków, po które sięga w tym celu, pozwala odczuć widzom (choć lepszym słowem byłoby „uczestnikom” tego performansu) zarówno fizyczny, jak i emocjonalny dyskomfort. Granica oddzielająca aktorów od publiczności jest ruchoma, zmienia się nieustannie, żeby całkowicie zatrzeć się w finale, kiedy łączy nas wspólny taniec. Ale też kilka chwil wcześniej, kiedy to my, widzowie, przejmujemy mikrofony, czytając fragmenty manifestów Ryszarda Siwca, Jana Palacha, Jana Zajica i Piotra Szczęsnego, którzy dokonali samospaleń w akcie sprzeciwu, obywatelskiego gniewu wobec opresji władzy.

Tytuł mówi o „wariacjach w obronie gniewu”, jednak emocji, która odbiera nam umiejętność logicznego myślenia, podejmowania rozsądnych decyzji, bronić trudno. Twórcy skupiają się na indywidualnym wymiarze wściekłości. I wydaje się, że ten jednostkowy wyraz, w większym stopniu niż zbiorowy, niesie za sobą ryzyko wymykającej się spod kontroli (auto)destrukcji. W tłumie gniewnych, wściekłych i wkurwionych łatwiej doprowadzić do niszczącej walki, ale i do oczyszczającego rozładowania nagromadzonych emocji – zarówno w tłumnej manifestacji, jak i w zbiorowym pogo, które kończy spektakl.



Studio Matejka, Wrocław
Wściekły człowiek. Wariacje w obronie gniewu
scenariusz: Matej Matejka, Marek Gluziński
reżyseria i choreografia: Matej Matejka
muzyka: Kurws
światła: Maciej Mądry
kostiumy: Simela Ziota
obsada: Marek Gluziński, Aleksandra Kugacz-Semerci, Mertcan Semerci, Natalia Drozd, Umut Sevgül, Tomáš Wortner, Deniz Atlı, Danny Kearns, Metehan Kayan
premiera: 19.04.2018