Polak hejty pisze

Zakrzewski & Wojciechowska, Trololo – przesłania najjaśniejsze, realiz. Małgorzata Wojciechowska, Maciej Zakrzewski

„Zawsze sądziłem że mam duszę polemisty, a tu się dowiaduję że jestem hejterem” – słyszymy na dzień dobry. I szybko okazuje się, że Trololo jest odzwierciedleniem świata, w którym dyskusja, w jakiej nie obrazimy i nie sprowadzimy adwersarza do parteru, staje się coraz mniej możliwa. Owszem, internet, z którego garściami czerpią twórcy nagrodzonego Tukanem Off na ubiegłorocznym Przeglądzie Piosenki Aktorskiej przedstawienia, przystawia temu światu zwierciadło boleśnie wykrzywione. Ale trzeba bardzo się starać, żeby nie dostrzec ekspansji publicznej debaty w tej karykaturalnej formie ze świata wirtualnego do rzeczywistości.

Spektakl to wspólne dzieło dwójki artystów. Na scenie stają Małgorzata Wojciechowska i Maciej Zakrzewski. Pochodząca z Milicza aktorka i wokalistka, absolwentka krakowskiej PWST, jest też autorką tekstów i scenariuszy teatralnych. Znają ją i pamiętają bywalcy Zamkowych Spotkań w Olsztynie, FAMY w Świnoujściu, Studenckiego Festiwalu Piosenki w Krakowie, „Pamiętajmy o Osieckiej” Sopot/Warszawa, Festiwalu im. Marka Grechuty „Korowód” w Krakowie, OPPA w Warszawie, Przeglądu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu, gdzie zdobywała nagrody i wyróżnienia. Teatralna freelancerka, która współpracuje z m.in. Teatrem Muzycznym Capitol we Wrocławiu, krakowską Łaźnią Nową, Europejskim Ośrodkiem Praktyk Teatralnych w Gardzienicach, Teatrem im. Ludwika Solskiego w Tarnowie. Pracę twórczą łączy z pedagogiczną.

Z kolei Zakrzewski, twórca wykonywanej na żywo muzyki do Trololo, to założyciel wrocławskiej grupy DigitAll Love, ale też członek innej formacji: BipolarBears. Muzyk, producent i kompozytor od dawna silnie związany z teatrem. Ma na koncie pracę nad kilkoma spektaklami prezentowanymi w Nurcie OFF na Przeglądzie Piosenki Aktorskiej (obok Trololo to także Stukotronika i Wierze Wierze), ale też muzykę do przedstawień powstających w teatrach publicznych i na scenach offowych – m.in. Blanche i Marie, Dzieci z Bullerbyn i Morderstwa w Teatrze Polskim we Wrocławiu, Snów Fundacji Boto, Molly B. i Egzorcysty w Teatrze Ad Spectatores, Rosencrantz i Guildenstern nie żyją w Teatrze im. Wilama Horzycy w Toruniu.

Ich duet nie jest trwałą formacją. Źródła Trololo tkwią w spektaklu Kalkstein/ Czarne słońce w reżyserii Joanny Grabowieckiej, wystawionym w tarnowskim teatrze, a raczej w jego krótkim scenicznym życiu. W opowieści inspirowanej losami Ludwika Kalksteina, zdrajcy i szpiega, do której Zakrzewski napisał muzykę, Wojciechowska zagrała postać Ojczyzny.

Premiera wywołała skandal, który omal nie doprowadził do odwołania dyrektora teatru. W efekcie przedstawienie szybko zeszło z afisza. Poszło w dużej mierze właśnie o postać Ojczyzny, która wchodziła w interakcje z publicznością, używała nieparlamentarnego języka, pojawiła się na scenie na wpół obnażona, momentami mogła wydawać się wulgarna. Burza, której nie mogli zignorować tarnowscy radni, rozpoczęła się w internecie. Komentarze w stylu: „Teatr ma pieniądze na zdrajców, nie ma na bohaterów” należały do najłagodniejszych. Pisano o „lewackiej propagandzie” i promocji aborcji. Nie brakowało też personalnych uwag pod adresem aktorki. „Jak spojrzałem na te cycki, to se przypomniałem, że miałem kupić balony” – podsumował ktoś. Inny komentował, że Ojczyzna nie może być taka gruba.

Wojciechowska podkreśla, że ma dystans do siebie, a uwagi à propos rozmiaru stanika Ojczyzny raczej ją bawiły niż oburzały. Niepokój, i to poważny, obudziły dopiero inne wpisy, autorstwa prawicowych radykałów, wzywające do ataku na teatr. „Na jednym ze spektakli w pierwszym rzędzie siedział ONR-owiec i przez cały czas posapywał, wiercił się, robił wszystko, żebyśmy odczuli jego dezaprobatę – wspomina aktorka. – Zaczął, zanim jeszcze padło ze sceny jakiekolwiek zdanie. Grzebał w kieszeniach, jakby czegoś szukał, więc zastanawiałam się przez cały czas, czy dostanę jajkiem, pomidorem czy butelką”. Koniec końców nic się nie wydarzyło, ale całej obsadzie tego wieczora towarzyszył niepokój.

Wojciechowska wraz z Zakrzewskim czytała w internecie hejterskie komentarze na temat spektaklu. Było tego tak dużo, a zarzuty w nich postawione wydawały się tak absurdalne, że dostrzegła w nich materiał na czytanie performatywne o hejcie i o stosunku do współczesnego teatru. Pomysł wzbudził entuzjazm w zespole, ale na realizację zabrakło czasu.

I pozostał niedosyt, powiększany przez przekonanie, że hejt swoją skalą i siłą przekracza ramy ataku na środowisko artystów-nierobów i zasługuje na szerszą refleksję. Wojciechowska zaproponowała więc Zakrzewskiemu wspólny, kameralny spektakl. Miał być zabawny (i wciąż momentami bywa) – jego idea wyrastała przecież z potrzeby obśmiania hejterów. Stąd zresztą tytuł zderzający ponurą postać zacietrzewionego trolla, nękającego innych w wirtualnej przestrzeni, z królem YouTube’a, zabawnym panem Trololo, zmarłym kilka lat temu rosyjskim piosenkarzem Eduardem Hilem, który swoim wykonaniem piosenki o kowboju, pozbawionej ostatecznie słów, doprowadził zakazy komunistycznej cenzury do absurdu. I tak jak z tego zderzenia wyłania się poważniejsza refleksja (gdyby usunąć z cytowanych przez aktorkę na scenie internetowych wpisów mowę nienawiści, być może i tu nie pozostałoby wiele więcej od trzech zgłosek tro-lo-lo), tak lekki w założeniu spektakl zamienił się w gorzką wypowiedź o sile nienawiści i jej eksplozji w internecie.

„Scenariusz spektaklu oparty został wyłącznie na postach, komentarzach oraz memach znalezionych w sieci. Każde słowo” – taki komunikat towarzyszy Trololo. Spektakl jest faktycznie zbudowany wyłącznie z fragmentów hejterskich wpisów, podzielonych tematycznie. Są tu ataki na mniejszości narodowe, imigrantów, Żydów. Na kobiety, na mniejszości seksualne. Na grubych. Jest – szczególnie wstrząsający i bolesny – hejt dzieci wobec innych dzieci. Są komentarze znalezione pod artykułami o miesięcznicach smoleńskich, równie nienawistne, niezależnie od strony barykady, zza jakiej padają.

Od momentu premiery na Przeglądzie Piosenki Aktorskiej pojawiają się też uaktualnienia – m.in. dotyczące teatru i stosunku do artystów. W przedstawieniu padają słowa o bojówkach lewackich i tłustych bolszewickich knurach. O wysyłaniu homoseksualistów do obozów koncentracyjnych. O tym, że molestowanie brzydkich kobiet powinno być karane łagodniej. Jest „idź być grubym gdzie indziej”. I cała seria antysemickich dowcipów. „Gdy słyszę słowo »kultura«, odbezpieczam rewolwer” – ten cytat otwiera opowieść o hejcie wobec artystów. I jeszcze z drugiej strony, dla zachowania proporcji: „najchętniej rozpierdoliłbym tej katolickiej niedouczonej chołocie [sic] po jednym słoiku z gównem na twarzy”. A na finał: „zabić cię to za mało”.

Ta mowa nienawiści atakuje nas w wielu wymiarach – znajdujemy ją w formie komunikatów wystukiwanych na ekranie, w monologach Wojciechowskiej wypluwanych w stronę obezwładnionego ich siłą widza, w piosenkach, których słowa, podbite rytmicznymi kompozycjami Zakrzewskiego, skutecznie wbijają się w pamięć.


Każdy z tych wątków układa się w odrębną, charakteryzującą się wyczuwalnym rytmem opowieść. Teatralny hejt na grubych został zaaranżowany w formie treningu na siłowni – łatwo wyobrazić sobie trenera personalnego, wychodzącego ze skóry, żeby wymusić u swojej podopiecznej nadludzki wysiłek. W ten sposób Trololo układa się w recital dziewięciu piosenek, od ONR-u po Gimbazę, przerywanych monologami hejtera, skierowanymi w stronę publiczności. A aktorka wciela się w szereg postaci – od aktywistki ONR-u przez rozmodloną uczestniczkę miesięcznicy po gimnazjalistkę, która wypluwając kolejne serie bluzgów w stronę kolegów, próbuje się uchronić przed podobnym atakiem.

Siła tego spektaklu nie polega bynajmniej na ulepieniu z hejterskich wpisów spójnych monologów, w których pomnożona, zwielokrotniona nienawiść daje efekt uderzenia w twarz mokrą, śmierdzącą ścierką. Ale przede wszystkim na tym, że obnaża słabość hejtera, pustkę, która kryje się za jego atakiem. I samotność, która wcale nie chce zniknąć ani nawet zmniejszyć się choć o milimetr, kiedy uciekający przed nią nieszczęśnik wystukuje w pustkę swoje nienawistne komunikaty. Owszem, Trololo może zadziałać na publiczność, zwłaszcza tę młodą, jak spektakl interwencyjny, nawołujący z dużą skutecznością: „nie hejtuj bliźniego swego”. Ale dużo istotniejsza jest jego rola wobec ofiar mowy nienawiści, którymi bywają zresztą i sami hejterzy. Bo pokazuje, że tak naprawdę nie ma czego/kogo się bać. Że gdzieś tam przed komputerem siedzi słaby, żałosny i przeraźliwie samotny człowiek, który używa nienawistnych komentarzy jak zbroi wobec innych – żeby nie ważyli się go dotknąć ani zranić.



Zakrzewski & Wojciechowska
Trololo – przesłania najjaśniejsze
opracowanie tekstu: Małgorzata Wojciechowska
realizacja: Małgorzata Wojciechowska, Maciej Zakrzewski
muzyka: Maciej Zakrzewski
wideo: Michał Jankowski
światło: Damian Pawella
premiera: 6.10.2017