Tkanki

Centrum Sztuki Współczesnej „Łaźnia” w Gdańsku, Utkani, reż. Monika Jarząbek

„Udało mi się uciec ze Wschodu, z Południa mojego znienawidzonego, gdzie budynki stoją od lat takie same, tylko ludzie poznikali. Łatwiej chyba żyć w mieście, w którym wszystko odeszło i przyszło nowe, architektura łącznie z mieszkańcami, w którym nawet jeśli coś zostało, jest już obce i puste, wyzute z emocji, pozostawione, martwe, zaklepane, nie przypomina niczego znajomego”.


Bohaterem wydanych w 2014 roku Utkanek Barbary Piórkowskiej jest Gdańsk. Miasto nazwane, umiejscowione geograficznie, namacalne, z niepodważalną realnością konkretnych ulic, placów, parków. Ale ta niemożliwa do zakwestionowania materialność budynków, dróg i mostów stanowi w prozie Piórkowskiej szkielet mikrokosmosu, który oblekają tkanki jawnie wobec owego szkieletu opozycyjne – nienamacalne, ontologicznie chybotliwe, trudne do opisania i zdefiniowania, częstokroć niepoddające się nawet werbalizacji. Wspomnienia, powidoki, wrażenia, wyobrażenia, marzenia. Emocje dziedziczone przez kolejne pokolenia mieszkańców miasta, wypierane i zapominane przez jednostki, ale nigdy niewyparte i niezapomniane przez wspólny organizm społeczności. To ich nieuchwytne tkanki tworzą cielesność miasta, jego biografię. Bez nich namacalność skrzyżowania jest tylko nieożywioną konstrukcją z cegieł i bruku. W Utkankach Piórkowska zabiera czytelnika na spacer, który dzieli na trzynaście porządkowanych kolejnymi rozdziałami części. Staje się naszą przewodniczką po przestrzeni wspólnej, publicznej, a jednocześnie skrajnie intymnej, której topografię kreślą emocje i napięcia indywidualnych biografii. Podczas tego spaceru oglądamy warstwy kolejnych dekoracji, w które ubierała Gdańsk historia dziejów i poszczególne historie jego mieszkańców.


Proza Barbary Piórkowskiej jest dla teatru wyzwaniem, głównie ze względu na język, którym operuje pisarka – niezwykle poetycki, gęsty znaczeniowo, abstrakcyjny, a jednocześnie mocno zakorzeniony w konkrecie. Bardzo intymny. Dość trudno, w moim przekonaniu, znaleźć dla niego (i na niego) inscenizacyjną odpowiedź. Monice Jarząbek, trójmiejskiej reżyserce i autorce teatralnej adaptacji Utkanek, udało się to. Jej Utkani, spektakl pokazany premierowo we wrześniu w gdańskim Centrum Sztuki Współczesnej „Łaźnia”, jest mocno osadzony w charakterze narracji Piórkowskiej, ale jednocześnie stanowi owej narracji przejmującą interpretację.


Przy tworzeniu Utkanych Monika Jarząbek ponownie podjęła współpracę z grupą teatralną DDS, działającą przy pomorskiej jednostce Towarzystwa Pomocy Głuchoniewidomym. Pierwszym spektaklem reżyserki z zespołem DDS była Boska komedia, czyli ludzki dramat, przedstawienie pokazane wiosną tego roku w „Wyspie Skarbów” Gdańskiego Archipelagu Kultury. Spektakl, bazujący na poemacie Dantego, stał się swoistym rozrachunkiem jego twórców z własnymi demonami, uniwersum piekielne z Boskiej komedii zyskało w nim wymiar szeregu „piekiełek” prywatnych, jednostkowych. Ta znacząca Boską komedię, czyli ludzki dramat intymna perspektywa opowieści zyskała niejako swoją kontynuację w najnowszym spektaklu Jarząbek i jej twórczego kolektywu, bo takim określeniem reżyserka, aktorzy i odpowiedzialna za wizualną oprawę obu spektakli Iza Meronk definiują swoją współpracę.


Utkanych premierowo zaprezentowano w obszernej, jasnej sali, z widownią i sceną na jednym poziomie. Początek przedstawienia to scenografia ograniczona do kilku krzeseł i złotych balonów w kształcie liter, które jakby trochę od niechcenia ustawiono pod ścianą z boku sceny. Tak skomponowana sceniczna przestrzeń uruchamia poczucie surowości i swoistej pustki, której wypełnienie zapowiadają „czekające” na marginesie scenicznej rzeczywistości litery.


Spektakl otwiera wyświetlana w głębi sceny wizualizacja – czarno-biała fotografia dworcowej tablicy sprzed kilkudziesięciu lat. Towarzyszy jej charakterystyczna dla przestrzeni dworca w „wielkim mieście” kompilacja dźwięków, głosów i odgłosów, które wprowadzają w otwierający się dopiero sceniczny świat wrażenie ruchu. To inicjalne odczucie potęguje pojawienie się czwórki postaci, dwóch kobiet i dwóch mężczyzn (Urszula Dudzińska, Danuta Piaskowska, Zdzisław Dudziński i Sławomir Konarski). Wkraczających na scenę w pośpiechu, nieco hałaśliwie. Czteroosobowy zespół przypomina zdezorientowaną grupkę przypadkowych turystów, anonimową ludzką zbieraninę, która zapełnia latem dworcowe labirynty. Swoiste rozedrganie grupy, jej niejednorodność podkreślają kostiumy. Bezimienni bohaterowie taszczą walizki (Piaskowska), parasol, mają na sobie elegancką marynarkę (Dudziński), koktajlową sukienkę (Dudzińska), ale i krzykliwą plażową koszulę (Konarski).


Atmosfera letniej beztroski i turystyczny klimat sprzed kilkudziesięciu lat konstytuuje się w pierwszej rozmowie bohaterów. Na tle wyświetlanego w głębi sceny nagrania retro z pląsającym energicznie młodym Krzysztofem Krawczykiem cała czwórka rzuca banalne uwagi na temat pogody czy nadmorskich ptaków. Odtwarzany w zapętleniu fragment koresponduje początkowo z niezobowiązującym charakterem pierwszych fraz rozmowy, nad którą unosi się dancingowo-turnusowa, leniwa aura. Jednak po chwili wizualizacja nabiera bardziej niepokojących rysów. Powielany wciąż i wciąż krótki moment energicznego tańca, któremu nie towarzyszy żaden dźwięk, zamyka tańczącego piosenkarza w pułapce powtarzających się nieznośnie ruchów. Pląs przechodzi w niemą konwulsję, a rozmowy o pogodzie niespodziewanie przemieniają się w intymne wspomnienie podróży do „miasta chimerycznego”, z pogodą „stale niepogodną i nudną, i powtarzalnie smutną”. „Pamięć jest niepotrzebna” – brzmi ostatnie, przesiąknięte smutną ironią zdanie z inicjującej spektakl sceny.


Pierwsze fragmenty spektaklu Jarząbek zaznaczają, jeszcze delikatnie, egzystencjalny status tytułowych „utkanych”. Beztroska początków pierwszej rozmowy chwilowo tylko tuszuje niepokój, który ujawniają ostatnie zdania wypowiadane przez bohaterów. W ich kontekście postaci te jawią się już nie jako nonszalanccy turyści, lecz tułacze – wyrwani ze „znanego” i wtrąceni w „obce”, niepokojąco puste i nieme, jak zakleszczone w nieustającym tańcu ciało piosenkarza z niegdysiejszego szlagieru. Ich utkane tożsamości składają się ze wspomnień i doświadczeń, których materialnym ekwiwalentem są „turystyczne” akcesoria, a którym nieznajome miasto oferuje zakorzenienie. Ale „utkani” to również swego rodzaju „niepamięć”. Wspomnień i doświadczeń, które w nieznajomym mieście mogą być napisane od nowa.


Taszczący walizki bohaterowie poddają się nieznanej topografii. Głos z offu opowiada o klimacie miasta, konkretyzuje i nazywa nieznany tułaczom krajobraz. Głos Tomasza Knapika, którego do udziału w spektaklu zaprosiła Iza Meronk, niezmiennie kojarzy się z rzeczywistością końca ubiegłego wieku, jest wspomnieniem celuloidowej taśmy, eksplorującej nierealne światy sensacyjnych opowieści zza Oceanu. Pobrzmiewający w Utkanych, czyni opowieść o nowym-starym mieście wyprawą poprzez krajobrazy kompilujące realność i chybotliwą fantazmatyczność jednostkowej perspektywy. W głębi sceny zmieniają się obrazy. Ogromne czerwone serce pulsuje na tle czarno-białej fotografii łabędzia. Gwałtowna fala zalewa zdjęcie sprzed lat, na którym kobiety w plażowych kostiumach oddają się słonecznej kąpieli.

Knapik ze spokojem dokumentalisty opisuje gdańskie przestrzenie, a towarzyszące mu obrazy przypominają fotografie odtworzone z pamięci, na poły realne, na poły skażone niepewną przeszłości imaginacją. Bohaterowie teatralnej opowieści Jarząbek pokornieją jakby pod naporem realno-fantazmatycznej przestrzeni. Zaczynają oddychać nią, zapisywać ją obrazami z własnej biografii, kiedy to „»noc« znaczyła co innego”. „Stopy wiodą cię zamkniętego w ciemności i jednocześnie otwartego na to, co ciemność niesie. Natura jest uporządkowana” – mówi ze spokojem mężczyzna w garniturze, werbalizując niejako intuicję, która zaczyna kiełkować także i u jego towarzyszy. Że to miasto ich potrzebuje, że czeka na ich opowieści, historie. Domaga się zapisów, oczekuje na ślady. Że jego natura jest zgodna z tożsamościami tułaczy. Jest utkana z realności i niedoskonałych, nieostrych powidoków.


Zachęceni przychylnością miasta bohaterowie przeszczepiają do jego wnętrza wygrzebane z pamięci wspomnienia. Kobieta z czerwoną walizką przywołuje obrazy dzieciństwa. Swojego? Nie mamy tej pewności. Zaadaptowany przez Jarząbek tekst Barbary Piórkowskiej miksuje obrazy pamięci indywidualnej z tymi, które wspólne są zbiorowości. Ale bohaterka wspominająca dziewczynkę wymykającą się wieczorami z domu unieważnia niejako granice odległych rzeczywistości. „Kończy się miasto i zaczyna tamto inne” – mówi, a obraz w głębi sceny pokazuje trzy dziewczynki smagane wiatrem, ściśnięte w grupkę na tle kapliczki z Maryją. Nieostra fotografia jest w wizualizacji tłem dla lecących nadmorskich ptaków, które symbolizują tu zacieranie granic wspomnienia i fantazji. Granic miast z przeszłości i granic tego miasta, które przyjmuje „utkanych” tu i teraz.


Ten porządek najlepiej oddaje kolejna scena, w której oświetleni mocnym blaskiem aktorzy zbijają się w grupę i z gestem wyciągniętej ku górze ręki tworzą obraz podróżujących tramwajem mieszkańców miasta. Ów tramwaj wiezie gdańszczan powracających z Jarmarku Dominikańskiego, ale wiezie równocześnie wygnańców ze Wschodu i zesłanych na obozową śmierć Żydów. Czasy i przestrzenie przelewają się w narracji eleganckiej kobiety, tożsamości i doświadczenia pokoleń zebrane zostają w jeden moment. „Świętej nocy”, „nocy Wielkiego Wybuchu”.


Ten moment wydaje się w przedstawieniu jednym z najistotniejszych. Świetnie skomponowany ruchowo, znakomicie oddaje niejednorodność „utkanej” przestrzeni, która jawi się przez chwilę jako rodzaj brukowanego matecznika, wydającego i przyjmującego jednocześnie egzystencjalne porządki różnych czasów. Rozbrzmiewa śmiechem, złością, lękiem i zmęczeniem, co znajduje swoje odzwierciedlenie w chwilami celowo nadekspresyjnej, a momentami niezwykle stonowanej i wyciszonej grze zespołu aktorskiego.


W mieście utkanym z tysiąca tożsamości „każdy może robić ślady na śniegu”. Miasto przyjmie i zapisze każdego tułacza, chociaż nie każdy otrzyma w nim przyszłość. Tony intymne, które przeplatają się nieustannie w prozie Barbary Piórkowskiej, są w spektaklu Moniki Jarząbek wpisane we wspólną narrację czwórki bohaterów. Czasem indywidualne historie wybrzmiewają ponad zbiorowością, jak w kilkuzdaniowej właściwie opowieści kobiety, wylewającej nocą na cudze wycieraczki „butelki ze smutkiem”. Kobieca perspektywa widzenia miasta, tak przejmująco oddana w Utkankach, nie dominuje w spektaklu Jarząbek, chociaż stanowi jego najbardziej przeszywającą treść. Postać grana przez Danutę Piaskowską mówi o braku dziecka i miłości, których nieistnienie uniemożliwia – z jej perspektywy, uformowanej przez dominujące wokół niej sposoby egzystencji – wejście w przyszłość. Ta opowieść zawęża szeroki krajobraz miasta do jego zuniformizowanych mikroskosmosów. Szarych osiedli, bezbarwnych i identycznych, w przestrzeni których rozgrywają się swoiste „nie-historie”. „Nie-biografie” ludzi, których trwanie jest swego rodzaju niebyciem, szyderczo obsypywanym przez „spełnionych” „brokatem smutku”, ironiczną podróbką trwałości i czucia. Portretem ich „niekompletnego” w przekonaniu innych bycia staje się szare zdjęcie bloku, porażające identycznością każdego swojego fragmentu, obsypywanego deszczem złotych, falujących skrawków. W Utkanych bardzo subtelnie zarysowany został motyw istnienia nieadekwatnego wobec najbardziej powszechnych wzorców. Istnienia bezdzietnego, nomadycznego.


W ostatnich fragmentach przedstawienia zadomowieni w przestrzeni miasta „utkani” opisują w krótkich, głośno wykrzykiwanych hasłach jego topografię. I znów – realność Lidla i Biedronki miesza się z perspektywą indywidualną, czasem przepuszczoną przez pryzmat fantazji, z pejzażami miksującymi historię i wyobraźnię (wspomnienie prozy gdańskiego pisarza Pawła Huellego). Utkani zapraszają potencjalnych tułaczy do miasta, w którym kotłują się opowieści, tożsamości, doświadczenia, a aktorzy wcielający się w poszczególnych bohaterów rzucają w kierunku widowni złote balony w kształcie liter. Zapraszają do zapisywania.


W metateatralnym finale, w którym iluzja pamięci i niepamięci miesza się z rzeczywistością ulic, placów i parków, na scenę zostaje zaproszona autorka Utkanek. Sceniczny świat przelewa się, podobnie jak samo miasto, pomiędzy tym, co wyobrażeniowe, a tym, co namacalne – wybudowane, opatrzone tablicą z nazwą.


Zespół aktorski DDS znakomicie poradził sobie z wymagającym, zmetaforyzowanym tekstem Piórkowskiej. Aktorzy płynnie przechodzą pomiędzy poszczególnymi biografiami, każdej nadając charakterystyczny, nieprzesadzony rys. Ruch miasta, jego rytm, tempo i koloryt świetnie oddaje warstwa choreograficzna spektaklu. Nieprzekombinowana, zaznaczająca poszczególne indywidualności, ale też nieustannie punktująca zbiorową tożsamość grupy „utkanych”. Monika Jarząbek nadała swojej teatralnej opowieści wyraźny rytm, nieco odmienny od literackiego oryginału, ale budujący opowieść równie poruszającą. Jej interpretacja Utkanek jest bardzo subtelna, pełna niedomówień, ale czytelna i układająca się w niezwykle spójną, przejmującą strukturę. Otwierającą narracji Barbary Piórkowskiej poniekąd nową perspektywę.

Ważną, imponującą plastycznie płaszczyzną przedstawienia są wizualizacje Izy Meronk. Bazujące na obrazach przesiąkniętych aurą intymności (autorka wykorzystała prywatne zdjęcia rodzinne), celowo dystansowanych elementami jawnie przerysowanymi, w których to, co własne, wchodzi niejako w posiadanie zbiorowej wyobraźni miasta. W ostatniej wizualizacji, konotującej swoiście z realizmem magicznym, poniekąd z surrealizmem, mężczyzna w okularach siedzi naprzeciw okrągłego strumienia światła. Zdaje się z nim nierozerwalnie połączony. Ten ostatni obraz Utkanych najbardziej przeraźliwie oddaje charakter istnienia miasta i jego mieszkańców. Ontologiczne połączenie, wieczną wymianę, nieustanne współzapisywanie tkanek.


Centrum Sztuki Współczesnej „Łaźnia” w Gdańsku
Utkani
na podstawie powieści Utkanki Barbary Piórkowskiej
reżyseria: Monika Jarząbek
wizualizacje i dźwięk: Iza Meronk
obsada: Urszula Dudzińska, Danuta Piaskowska, Zdzisław Dudziński, Sławomir Konarski, Tomasz Knapik (głos)
premiera: 22.09.2017