Ach, te Baby!

Fundacja Szafa Gra, Baby, reż. Iwona Woźniak

Fundacja Szafa Gra, Baby, reż. Iwona Woźniak

Baby siedziały w głowie Iwony Woźniak od dawna. Cichutko upominały się o swoje, czekając na odpowiedni moment. Niby nic takiego, ot, pomysł utkany z głosów śląskich bab, gospodyń i dziołch. Tych bliskich oraz mniej lub bardziej obcych. Reżyserka skrzyknęła więc przyjaciółki-aktorki, zaczęły rozmawiać o życiu w obecności autorki tekstu, Sandry Jaworudzkiej, i tak powstał bardzo kameralny, autoironiczny spektakl o kobietach. Nie tylko tych urodzonych lub mieszkających na Śląsku.

To nie jest spektakl jakiegokolwiek teatru. Stoi za nim Fundacja Szafa Gra, która została założona przez twórców, animatorów kultury i pedagogów teatru. Powstała w 2014 roku, aby wspierać młodych, zdolnych i kreatywnych ludzi w osiąganiu ich artystycznych celów. Od początku swojej działalności stowarzyszenie realizuje autorskie projekty z dziedziny kultury i sztuki. Ma na swoim koncie działania zarówno mocno związane z lokalną tożsamością, jak i projekty ogólnopolskie (np. program Instytutu Teatralnego im. Zbigniewa Raszewskiego w Warszawie „Lato w Teatrze”).

Prezesem Fundacji Szafa Gra z siedzibą w Ornontowicach jest Iwona Woźniak – absolwentka Wydziału Pedagogicznego Uniwersytetu Opolskiego, Wydziału Wiedzy o Teatrze Akademii Teatralnej w Warszawie i Akademii Praktyk Teatralnych „Gardzienice”. Jak sama przyznaje, studia były ważne, ale tak naprawdę ukształtowała ją dopiero praktyka i podglądanie mistrzów: profesora Lecha Śliwonika, znawcy polskiego teatru off i grup amatorskich, Władysława Hasiora, artystów z Teatru Witkacego w Zakopanem. I jak to często bywa w przypadku osób o teatralnych zainteresowaniach, w końcu pochłonęło ją reżyserowanie. Znana z zamiłowania do śląskiej tradycji i gwary artystka z reguły tworzy swoje spektakle w oparciu o barwne lokalne historie. Jak przystało na Ślązaczkę z tradycyjnej rodziny, mocno identyfikuje się ze swoją tożsamością. Zanim wyreżyserowała słynnego Kopidoła i usłyszał o niej cały teatralny świat, przez piętnaście lat (1999-2014) prowadziła amatorską Integracyjną Grupę Teatralną „Pomost” w Orzeszu, która zrzeszała młodzież i osoby niepełnosprawne. Jej współpraca z Teatrem Naumionym działającym przy ARTerii – Centrum Kultury i Promocji w Ornontowicach zaczęła się w 2009 roku. Teatr działał tam już bardzo długo, bo od lat 30. XX wieku, ale dopiero Woźniak pomogła jego twórcom wyjść poza schemat wystawianej po bożemu klasyki, kopiowania wzorców gry od zawodowych aktorów i prostego opowiadania historii. Razem zrealizowali grane gwarą spektakle Marika (2011), Hebama (2013), Kopidół (2016). Ten ostatni – tragikomiczna opowieść o odchodzeniu seniora śląskiego rodu – zachwycił zarówno widzów, jak i krytyków. W 2016 roku przedstawienie pojawiło się w prestiżowym programie „Teatr Polska” m.in. obok warszawskiego Teatru Rozmaitości, było też nominowane do Złotej Maski 2016. W czym tkwi jego siła? Przede wszystkim w prostocie i autentyczności. Ale nie tylko. Ogromne znaczenie ma nietypowe potraktowanie społeczności lokalnej, która tym razem nie znajduje się w centrum zainteresowania twórców, a jest tylko pretekstem, ciekawym środowiskiem do obserwacji obrzędu pożegnania z bliskim w obliczu śmierci. Na podobnej zasadzie lokalność funkcjonuje w Babach.

Głosy kobiet

Ciemność. Rzeczywistość sceniczna powoli wyłania się z ciemności. Ciszę przerywa przejmujący, wielogłosowy żeński śpiew. Słowa i dźwięki układają się w jedną z najstarszych polskich pieśni obrzędowych pt. Oj, chmielu, chmielu, śpiewaną dziś jeszcze niekiedy podczas oczepin. Niby trochę na opak, bo ludowe pieśni śpiewa się jednogłosowo, ale nie o proste odtworzenie melodii tu chodzi – spektakl to przecież kompilacja różnych kobiecych głosów.

Autorkami oprawy muzycznej są Nina Wolska i Olga Chrzan – dwie aktorki, na co dzień obcujące z materią teatralną. Obie prowadzą warsztaty, tworzą projekty, reżyserują, współpracują z niezależnymi scenami na całym Śląsku. Dodatkowo Wolska, która kiedyś otarła się o Gardzienice, od dwudziestu lat amatorsko tańczy, a także udziela się w Zespole Śpiewu Tradycyjnego Kuczeryki. Wspomnianą już pieśń o chmielu aktorki śpiewają razem z partnerującą im Marią Baładżanow. Ta młoda absolwentka Studium Aktorskiego przy Teatrze Śląskim podobnie jak koleżanki reżyseruje, prowadzi warsztaty i występuje na śląskich scenach (kojarzona jest m.in. z Teatrem Bezpańskim w Rudzie Śląskiej czy Teatrem Bohema z Bielska-Białej). Była obecna na scenie katowickiego Teatru Śląskiego, gdzie wystąpiła m.in. w Skazanym na bluesa (reż. Arkadiusz Jakubik) czy Sztuce mięsa (reż. Robert Talarczyk). Wszystkie trzy aktorki pracowały wcześniej z Iwoną Woźniak, ale Baby to ich pierwszy wspólny projekt sceniczny.

Zgodnie z założeniami pierwotnie w spektaklu ludowych pieśni miało być znacznie więcej. W końcu to od nich wszystko się zaczęło. Reżyserka chciała, żeby Baby były w dużej mierze śpiewane. Z planów zbudowania spektaklu na śpiewie nic nie wyszło, bo w trakcie prób muzykę wyparł tekst. „Świetny!” – podkreśla Woźniak i trudno się z nią nie zgodzić. Za dramaturgię odpowiada Sandra Jaworudzka, od wielu lat związana z Pomostem. W swoim artystycznym dorobku ma m.in. scenariusze dla Teatru Reduta Śląska (Utopcowe opowieści, reż. Iwona Woźniak) czy kolektywu Lufcik na korbkę (Janów Segway Tour, reż. Agnieszka Batóg). Tekst Bab powstawał etapami, stopniowo ewoluował – młoda autorka uczestniczyła w próbach, słuchała rozmów reżyserki z aktorkami, zadawała pytania, w końcu dodała coś od siebie. Efekt? Udało jej się słowami odmalować osobisty, realistyczny portret współcześnie żyjącej kobiety, rozdartej między tradycją a nowoczesnością, niby wolnej, a jednocześnie przywiązanej do przekazywanych z pokolenia na pokolenie wzorców. Jaworudzka stawia pytania, które po wygaszeniu świateł pozostają otwarte. Czy można uciec od swojego dziedzictwa? Odciąć się całkowicie od kultury, w której się wyrosło? Jak się okazuje, próbować można. Ale zaraz pojawia się kolejne pytanie: czy mimo wszystko warto buntować się przeciwko sobie i swojej kobiecej naturze?
Naturze kobiecej, a nie śląskości wbrew pozorom. Przedstawiona w tekście kobiecość jest zabarwiona lokalnym kolorytem – pojawia się gwara, efektowne jakle (tradycyjne śląskie kaftany).

Z tym, że lokalny sztafaż to tylko zasłona, za którą trzeba zajrzeć, żeby zobaczyć więcej. Gwara postaci sprowadza się do kilku śląskich słów: gardina (firanka), łonaczyć (robić), kulać (turlać, formować kulki np. z ciasta). To nie czysta śląsko godka, ale język słyszany czasem na ulicy, w sklepie czy autobusie. Dzięki temu językowemu wymieszaniu całość jest zrozumiała także dla widzów z innych terenów Polski. Sam spektakl też nie jest budowany na fundamencie lokalności. Patrząc na kobiece postacie, możemy odnieść wrażenie, że przeglądamy się w lustrze – nie jest tajemnicą, że pewne zachowania są uniwersalne dla wszystkich kobiet. Śmiejemy się, bo potrafimy śmiać się z siebie. Ale nie jest to pusty śmiech pozbawiony sensu i celu. Gdzieś pod nim kryje się poruszenie, wywołane autentycznością scenicznych obrazów, które trafnie charakteryzują to, co babskie.

W przedstawieniu lokalność precyzyjnie określa miejsce akcji: nie ma wątpliwości, że wszystko dzieje się na Górnym Śląsku. Bohaterkami sztuki są trzy mieszkające w jednym bloku sąsiadki: dziołcha stąd – Anka Pniok z Bytomia (Nina Wolska), gospodyni z Sosnowca (Olga Chrzan), która chce piknie godać, i Młoda (Maria Baładżanow) – wciąż jeszcze szukająca swojego miejsca na ziemi. Każda jest inna, a jednak coś je łączy. To światło, które na kształt okiennej framugi wydobywa ich sylwetki z ciemności, wpisuje postaci w pewne ramy – kulturowe schematy. Dlatego „suszą cycki” w oknie, plotkują, zaglądają sobie do garnków. Są zaściankowe albo kreują się na użytek sąsiadów? Chcą zmiany, a jednak wciąż powielają schematy – wyręczają domowników w pracach domowych, gotują, cały czas martwią się, co pomyślą inni. Pod jaklami noszą dżinsy, więc teoretycznie są gotowe na rewolucję w każdej chwili. Niemożność odnalezienia się w dzisiejszych czasach, spowodowana dualizmem ich egzystencji, kończy się buntem, którego symbolem jest „rozpierdolona szafa”. Trwa medialne show, pięć minut sławy, potem wszystko wraca do normy. Obserwujemy mały feministyczny zryw, który ma swoje źródła nie w ideologii nawiedzonych działaczek, a w kobiecej duszy. Ze sceny płynie autoironiczny przekaz o tematyce genderowej.

Siła symboli

Iwonę Woźniak interesuje teatr rdzenny, poszukujący, ale inspiracji szuka też m.in. w twórczości uwielbianego przez siebie Tadeusza Kantora czy w teatrze lalkowym. Echa zainteresowań reżyserki pobrzmiewają w Babach. Można tam z łatwością odnaleźć np. założenia postulowanego przez Jerzego Grotowskiego teatru ubogiego. Scena jest niemal pusta, a rolę rekwizytów pełnią emaliowana miska – własność mamy reżyserki – i ścierka do polerowania. Aktorki stanowią centrum scenicznego wszechświata i to na nich skupia się uwaga widzów. Sceną rządzi minimalizm, który nie wynika tylko z pragmatyzmu (spektakl powstał m.in. po to, żeby realizować misję fundacji, tzn. docierać do miejsc z ograniczonym dostępem do kultury). Minimalistyczna, eksponująca tekst forma stanowi świadomy wybór twórców spektaklu, bo – jak zgodnie przyznają – otwiera nowe przestrzenie, działa na wyobraźnię odbiorcy i… nawiązuje do prostoty widocznej w przytulnej kuchni babci.

Tak jak tam, każdy widoczny na scenie element ma swoją funkcję. Kolorowe jakle podobne do wyjątkowych projektów Aleksandry Malczyk (Silesia Folk Design) są inspirowane tradycyjnym strojem Ślązaczek. Jako oznaka spętania, w scenie buntu lądują na podłodze. W trakcie spektaklu zmieniają swoją funkcję, przeobrażając się w biały obrus czy malowniczo wywieszone na sznurku pranie. Nie bez znaczenia są też ich barwy, wszak kolor niebieski bywa postrzegany jako symbol przywiązania do tradycji.

Rolę scenografii pełni światło, za które odpowiada Sergiusz Brożek – człowiek o bogatej teatralnej przeszłości, niegdyś współtwórca kultowego studenckiego Teatru GuGalander. W 2007 roku powołał do życia Chorzowski Teatr Ogrodowy, z powodzeniem działający do dziś. W ramach tego festiwalu artystycznego każdego lata na plenerowej scenie pokazywane są głównie kameralne spektakle komediowe, produkowane w kraju i za bliską granicą. Zawodowo Brożek jest realizatorem światła oraz dźwięku w katowickim Teatrze Korez, a także projektantem przestrzeni teatralnych. Jak sam mówi, lubi, gdy światło staje się scenografią, bo to pozwala płynnie przechodzić od dosłowności do wieloznacznego symbolu.

Baby po raz pierwszy zostały wystawione w katowickim Teatrze Korez. Był 9 grudnia 2017 roku. Od tego czasu spektakl grano mniej więcej dwadzieścia razy. Gościł m.in. w Tychach, Katowicach, Rybniku, Ornontowicach, Bujakowie, Gostyniu, Lubiążu czy Rudzie Śląskiej. I to zapewne nie koniec jego artystycznych podróży.


Fundacja Szafa Gra
Baby
reżyseria: Iwona Woźniak
dramaturgia: Sandra Jaworudzka
opracowanie muzyczne: Nina Wolska, Olga Chrzan
reżyseria świateł: Sergiusz Brożek
obsada: Olga Chrzan, Nina Wolska, Maria Baładżanow
premiera: Teatr Korez w Katowicach, 9.12.2017