Mikrotaniec o makrosprawach

Matryca [Prześwit 1/8], reż. Paweł Grala

Żyjemy w czasie kurczących się przestrzeni. Rekordy popularności biją poradniki instruujące, jak urządzić kilkunastometrowe kawalerki w sposób najbardziej komfortowy, a architekci prześcigają się w projektowaniu mikromieszkań, przekonując ich potencjalnych nabywców, że małe jest nie tylko piękne, ale także funkcjonalne. Ten pogląd nie jest zresztą wymysłem nowoczesnej architektury. Oglądając Matrycę [Prześwit 1/8] Pawła Grali, trudno nie myśleć o wpływie przestrzeni na człowieka i trudno zapomnieć, jak wielu z nas mieszka w blokach z wielkiej płyty. To ważne skojarzenie, bo na spektakl Grali można patrzeć z dwóch perspektyw. Pierwszą z nich wyznacza historia dwojga bohaterów, drugą zaś właśnie przestrzeń – klaustrofobiczna przestrzeń, w której poruszają się tancerze (Joanna Jaworska, Michał Ratajski). Jednocześnie obie – i historia, i przestrzeń, w której się ona rozgrywa – są dla siebie komplementarne, w tym sensie, że jedna staje się pretekstem do istnienia drugiej.

Matryca [Prześwit 1/8] jest efektem spotkania trojga tancerzy i choreografów o bardzo bliskim sobie myśleniu o ruchu i uprzestrzennieniu ciała. W swojej pracy tancerze silnie inspirują się przede wszystkim technikami improwizacji, przy czym improwizację rozumieją nie jako spontaniczne i przypadkowe działanie, ale jako pewną postawę otwartości i chęci współtworzenia. Trzeba zaznaczyć, że dla swoich improwizacji, będących formą interakcji z ciałem i przestrzenią, tancerze proponują poszerzone rozumienie kontaktu – nie musi on być już czysto cielesny, aby nadal mieć intymny charakter. Można odnieść wrażenie, zwłaszcza znając wcześniejsze spektakle twórców Matrycy…, powstałe w ramach działania Kolektywu Kijo, którego założycielem jest Ratajski, czy też spektakli Teatru Chorea, że tancerze, odwołując się do swoich wcześniejszych doświadczeń, w podobny sposób formułują swą wypowiedź o myślącym ciele. Czym jest myślące ciało? To oczywiście ciało będące narzędziem umysłu, ciało pozwalające w sposób bardzo intensywny doświadczać (a tym samym odkrywać) nie tylko swoją cielesność, tożsamość i emocje, ale oczywiście także ciało umożliwiające doświadczenie i odkrywanie drugiego człowieka. Wreszcie także ciało umożliwiające odkrywanie pozostałych aspektów rzeczywistości: dźwięków, zapachów, faktury przedmiotów, przestrzeni.

Matryca [Prześwit 1/8] to historia dwojga ludzi niejako uwięzionych w ciasnej przestrzeni własnego mieszkania i być może uwięzionych także w swoim związku. Niemożliwe jest założenie, że otaczająca bohaterów przestrzeń nie ma wpływu na ich relację. Przestrzeń nie tylko determinuje ruch tancerzy, ale też sposób wyrażania emocji, a przez to dynamikę relacji, zbliżania się i oddalania dwojga ludzi. Być może nawet – nieco paradoksalnie – klaustrofobiczna przestrzeń zmuszająca parę do poruszania się w swojej bliskości jest powodem emocjonalnego chłodu i pragnienia zachowania dystansu, które widzowie obserwują przez większą część trwania spektaklu.

Poza ostatnią sceną, gdy po raz pierwszy tancerze stykają się ciałami (to moment pojednania), nie szukają oni ze sobą kontaktu, nawet kontaktu wzrokowego. Oczywiście reagują na siebie ruchem – niekiedy jest to ruch symultaniczny, innym razem ruch wynikający z konieczność wspólnego działania, gdy któryś z partnerów jest zmuszony zareagować na czyjś wcześniejszy gest.

Przykładem takiej interakcji może być niezwykle wymowna i chyba jedna z najpiękniejszych scen w spektaklu, podczas której tancerze wprawiają w ruch oddzielającą ich od siebie ścianę. Stojący po jej dwóch stronach tancerze wprowadzają ją w ruch, tak że w coraz większym tempie wiruje ona wokół własnej osi. Zjednoczeni w działaniu, niejako stykają się przez ścianę dłońmi, ale nie można być pewnym, czy to działanie jest próbą przełamania kryzysu, czy jednak walką między obojgiem partnerów. Chwilami można przecież odnieść wrażenie, że tancerka ukrywa się za fragmentem scenografii i próbuje uciec nie tylko przed goniącym ją mężczyzną, ale nawet przed jego wzrokiem. Jednocześnie oboje pozostają ciekawi siebie. Ściana jest przecież nie tylko pewnym skrywającym drugiego człowieka parawanem, ale także stwarza pretekst do podsłuchiwania czy też raczej wsłuchiwania się na przykład w jego oddech. To bardzo intymny sposób bycia z partnerem i doświadczania go – jakby odczuwania drugiego człowieka poprzez oddech i w oddechu.

Ta intymna więź dwojga ludzi zostaje pokazana w bardzo ascetycznej scenografii. Na wyciemnionej scenie znajdują się bowiem zaledwie trzy elementy – platforma i dwa sześciany, pozwalające tancerzom budować konstrukcje pełniące w kolejnych scenach funkcje mebli. W Matrycy… tancerze jak z prefabrykatów budują swoje otoczenie – stół, łóżko, ściany, które mogą w dowolny sposób przemontowywać i dostosowywać do swoich potrzeb. W gruncie rzeczy białe bryły mogą być wszystkim i mogą organizować życie milionów podobnych par. Jednak nawet prefabrykaty, tworzące – jak mogłoby się zdawać – odindywidualizowaną przestrzeń, stają się rekwizytami w bardzo emocjonalnej grze między dwojgiem ludzi, przechwytując niesione przez nich emocje.

W jednej ze scen tancerz wypycha stanowiący podstawę łóżka element i zastępuje go własnym ciałem, tak że utrzymuje na swoim ramieniu i biodrach ciężar platformy ze śpiącą na niej partnerką. Znów, podobnie jak w scenie gonitwy wokół ściany, tancerze stykają się ze sobą jedynie poprzez element scenografii, jednak pomimo dystansu potrafią okazać sobie troskę.

Gralę interesuje pewna repetycyjność przestrzeni i historii – tych zwykłych historii rozgrywających się w codziennym życiu, może właśnie w ciasnych mieszkaniach na blokowiskach z wielkiej płyty. Dlatego też choreograf nazywa spektakl reagującą na emocje „rzeźbą codzienności”. W tej codzienności, być może zbudowanej z prefabrykatów, udaje się jednak pokazać bardzo indywidualną i intymną historię dwojga ludzi. Ważne wydaje się, że rzeźbę tę tworzy się z tego, co niezauważalne, z pewnych drobin codzienności, zazwyczaj uchodzących uwadze, a będących tym, co decyduje o wyjątkowości człowieka. Grala posługuje się bardzo radykalnym językiem. Jego choreografia jest choreografią mikrobodźców. Początkowy „nietaniec” przeistacza się w bardzo ekspresywną formę, w opowieść pełną ruchu, której towarzyszy płynąca jakby obok muzyka „bez rytmu” (Maciej Maciaszek). Matryca [Prześwit 1/8] nie jest natomiast jedynie wypowiedzią o efektywności ruchu i działaniu człowieka w przestrzeni; przede wszystkim jest próbą pokazania w skali mikro pewnego makroobrazu emocji.


Matryca [Prześwit 1/8]
reżyseria: Paweł Grala
choreografia: Paweł Grala, Joanna Jaworska-Maciaszek, Michał Ratajski
muzyka: Maciej Maciaszek
scenografia: Agnieszka Zawartko
obsada: Joanna Jaworska-Maciaszek, Michał Ratajski
premiera: 30.03.2017

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *