Widzu mój, kliknij to

Pandemiczne zamknięcie teatrów było bez wątpienia demokratyczne. Dotknęło wszystkich i wprowadziło niespotykaną w świecie kultury równość. Te same ograniczenia i kłopoty spotkały instytucje małe i duże, renomowane i szerzej nieznane, bogate i ubogie. Oczywiście, jeśli przyjrzeć się uważniej, złudzenie równości znika. Budżety cały czas grają główne role – etaty są jeszcze ważniejsze niż do tej pory, a rozpoznawalność stała się wymierna i policzalna w statystykach internetowych zasięgów. Off ma więc – jak zwykle – trudniej niż nurt instytucjonalny zasilany stałymi dotacjami. Z drugiej jednak strony nagły poryw wiatru robi mniejsze wrażenie na tych, którym i tak zwykle wieje w oczy.


*

Teatr schronił się w Internecie, przynajmniej jego część. Wiele inicjatyw i przedsięwzięć (zwłaszcza offowych) zareagowało na kwarantannę hibernacją. Pozostali odkurzyli profile w mediach społecznościowych i serwisach streamingowych, przypomnieli sobie o wadze i przydatności stron internetowych. Dołożyli wszelkich starań, aby widz o nich nie zapomniał – przede wszystkim udostępniając świadectwa żywej scenicznie przeszłości. Mieliśmy w czasie kwarantanny istną powódź spektakli w formie rejestracji wideo. Młodszych i starszych, bardziej lub mniej sławnych. Udostępnionych za darmo (w większości), ale i odpłatnych. Wirtualne bilety miały wspomóc zamknięte sceny – jak np. Teatr Nowy Proxima w Krakowie. Publiczne instytucje z zasady nie oczekiwały opłat za dostęp do archiwów. Ową dostępność limitowały jedynie czasem, w którym widzowie mogli obejrzeć daną realizację. Zdarzały się przypadki łączące ograniczenia – w myśl zasady, im trudniej coś dostać (zwłaszcza w czasach powszechnej dostępności), tym musi być cenniejsze. Strategii tej próbował teatr Potem-o-tem. W ramach cyklu „Wreszcie mamy czas” artyści grali wyjątkowe, bo dosłownie niepowtarzalne spektakle, nawiązujące zresztą w treści i formie do realiów kwarantanny, czego przykładem Kryminał według scenariusza i w reżyserii Marcina Zbyszyńskiego.

Niektóre z transmitowanych przedstawień podtrzymywały pamięć o repertuarze, który prawdopodobnie po kwarantannie wróci na deski, inne pozwalały nadrobić zaległości i obejrzeć tytuły od lat już niegrane. Transmitowanie spektakli w przypadku offu miało jeszcze jeden wymiar: upowszechniało przedstawienia, które z powodu trudności eksploatacyjnych były grane rzadko. Bez wątpienia znaleźli się koneserzy takiego odbioru sztuki. Zdarzali się nawet krytycy piszący recenzje z internetowych seansów. Nie brakowało jednak głosów (często samych twórców) zwracających uwagę na niedostatki techniczne i estetyczne materiałów, które nagle udostępniono widzom, a które powstawały z myślą o celach dokumentacyjnych i archiwalnych. „Jak doskonale teatr by nie działał w trybie online, to nie będzie to nigdy wspólnotowe spotkanie. Gdyby mógł przejść do sieci bez strat artystycznych, to teatralne ekwiwalenty Netflixa czy HBO GO powstałyby lata temu” – zauważył Grzegorz Kozioł z Teatru Rozrywki w Chorzowie. Nie wdając się w dysputy o ontologii dzieła teatralnego i meandrach jego odbioru wynikających z wykorzystania pośrednictwa technologii, nie sposób nie zauważyć, że teatr oglądany na ekranie jest tym lepszy, im lepiej go zarejestrowano. Na to potrzeba pieniędzy – tych w offie brakuje, ale i prawdziwe teatralne przeboje powstałe na najsłynniejszych krajowych scenach zapisano w siermiężnej, technicznej poetyce odbierającej wszelki wdzięk i smak. Przykładem choćby Cząstki kobiety z TR Warszawa w reżyserii Kornéla Mundruczó, jeden z pierwszych kwarantannowo udostępnionych spektakli.

Biedny offowiec patrzący na ekran, na którym pręży się mainstream, mógł więc odnaleźć w jakościowych niedoborach pewne pocieszenie. Okazało się bowiem, że w technicznych rejestracjach nawet najbardziej imponujące i wielkobudżetowe scenografie wypadają blado. Różnice między offem a głównym nurtem uwidaczniały jednak zasięgi. Wspomnianemu TR-owi łatwiej było dotrzeć do szerszego grona internetowych widzów niż teatrom offowym – ale i te miały lepiej niż efemeryczne, często skupione wokół jednego projektu inicjatywy. W sukurs przyszedł portal Teatralny.pl, uruchamiając Telewizję Teatralną, poprzez którą transmitował zgłoszone spektakle i dzielił się swoimi zasięgami. W programie TT znalazło się miejsce dla interesujących offowych pozycji, choćby Mironlandii Skorupy/ Schaeffera/ Leończyka, Kursu Sceny Roboczej w reżyserii Sary Bustamente-Drozdek czy też Curko Moja Ogłoś To Magdy Drab.


**

W wyjątkowo trudnej sytuacji znalazły się teatry prywatne żyjące z regularnego grania – zarówno te o dużym potencjale komercyjnym, jak i mniej popularne. Prowadzący je artyści, szukając sposobów na przetrwanie, zachęcali do wpłacania datków oraz próbowali aktualizować ofertę – zarówno w wymiarze technologicznym, jak i tematycznym. Joanna Szczepkowska swoją antrepryzę Teatr Na Dole zamieniła na Facebookowy Teatr Pudło. Szczeciński Teatr Rozmaitości „Gwitajcie” uruchomił „coś na kształt dobranocki”, czyli codzienne odcinkowe czytanie Kubusia Puchatka, Pchły Szachrajki i Baśni Andersena. W związku z trudną sytuacją finansową artystów inicjatywa została zawieszona po ponad miesiącu.

Skoszarowane w domowych pieleszach dzieci to w czasie kwarantanny publiczność pierwszej potrzeby. Dostrzegły to teatry, produkując wydarzenia adresowane do młodszych widzów, ale i publikując archiwalne (niekiedy półprywatne) projekty, jak Teatr Młyn, który udostępnił swoje słuchowiska. Tę formę przeznaczoną dla młodszych odbiorców przygotował także Janusz Stolarski z Teatru Ósmego Dnia, który udostępnił cykl Opowiem Ci bajeczkę na podstawie bajek Leszka Kołakowskiego. Materiał nagrano jeszcze przed pandemią z udziałem więźniów w ramach projektu o proroczej nazwie „Osadzeni w mieście i teatrze”. Poza prezentowaniem artyści starali się też animować i uczyć. Magdalena Mróz w warszawskim Młodzieżowym Studiu Teatralnym podjęła prace (online) nad scenami „o ludziach, którzy zostali nagle zamknięci w komputerze. Spotkania w nowej rzeczywistości, na wirtualnej scenie. Nowe doświadczenie dla młodych aktorów”. Szereg warsztatów (oraz szkoleń) online proponowała także łódzka Chorea. Do internetu przeniesiono również zajęcia Akademii Praktyk Teatralnych „Gardzienice”, których fragmenty w postaci zmontowanych filmików trafiały do sieci, dokumentując kwarantannowe działanie Ośrodka i zapowiadając przyszłe realizacje – między innymi wystawienie Eleutherii Samuela Becketta. Chętni mogli także skorzystać z wirtualnych spacerów po Ośrodku oraz lekcji adresowanych do wszystkich zainteresowanych (obejmujących cheironomię i pracę nad głosem). Gardzienice, tak jak większość teatrów, przypominały również swoje stare przedstawienia – wzbogacając je o aktualne, bo nawiązujące do kwarantanny filmiki, w których Włodzimierz Staniewski wprowadzał w kontekst poszczególnych realizacji i opowiadał o historii teatru.
Działania warsztatowo-animacyjne w formacie portalu internetowego uruchomiła lubelska Fundacja TEAM Teatrikon. Na witrynie grarantanna.pl przygotowano „sesje gier fabularnych online, zagadki logiczne, webinary, streamingi gier online, turnieje i konkursy”.

Częstochowska aktorka Sylwia Oksiuta-Warmus założyła funkcjonujący na Facebooku i YouTubie Teatr Domowy. Jak wyjaśnia: „intencją powołania do życia tej teatralno-plastycznej akcji była chęć dzielenia się swoim warsztatem w celu aktywizacji rodzin z dziećmi. Żadne popisy czy potrzeba erupcji zawodowej eksploatacji”. Ta nienazwana wprost troska wybrzmiewa również w działaniach twórców z ośrodków większych i bardziej wpływowych niż Częstochowa. Na siebie nawzajem polecali w czasie pandemii patrzeć uważniej i troskliwiej artyści i kuratorzy z kręgu Komuny// Warszawa i warszawskiego Teatru Studio, prezentujący odcinkowy „Projekt Kwarantanna” oraz zaktualizowany do epidemicznych warunków „Teren Wspólny”. A wraz z nimi krytycy i badacze, którzy szybko znaleźli odpowiedni dyskurs dla tego rodzaju działań. Przechwytując tym samym hasła rodem z niepisanego offowego kodeksu, w którym troska i uważność wobec wszystkich zaangażowanych w proces to nieomal oczywistości. Na czas kwarantanny przypadła również premiera projektu Sceny Roboczej Dzieci Saturna Agaty Baumgart, Joanny Kowalskiej i Aleksandry Matlingiewicz. Dokumentalna instalacja artystyczna w formie hipertekstu (strony internetowej), poświęcona narastającym problemom psychicznym wśród młodych ludzi, uwydatniła plusy sztuki w sieci. Kliknięcia myszki przenoszą nas z jednego księżyca tytułowej planety na drugi. Każdy z nich ma swojego bohatera, którego historię poznajemy dzięki podzielonym na krótkie rozdziały nagraniom. Niby nic – same głosy. Koncentrując się na dźwiękach, nierozpraszani przez wizję zyskujemy możliwość niezwykle bliskiego i poruszającego emocjonalnie kontaktu. Dzieci Saturna uświadamiają, jak blisko znajdują się planety i światy, które na co dzień zdają się tak odległe.

Artyści w swych kwarantannowych działaniach nie istnieli jedynie dla widzów, ale i dla samych siebie. Przykładem Kwarantaniec – zainicjowana przez Paulinę Wycichowską akcja, w której udział wzięło ponad stu pięćdziesięciu artystów. To zmontowany z nagrywanych w różnych miejscach ujęć taneczno-performatywny łańcuszek – potwierdzenie życia i manifest ruchu w nagle ograniczonej przestrzeni. Do udziału we wspólnym tańczeniu zapraszał także kolektyw United Limbs, który za pośrednictwem Zooma organizował taneczne jamy. Współtworzenie oferował także warszawski Teatr ME/ST, który zaprosił do wspólnego pisania sztuki Kwarantanna, zachęcając widzów do przesyłania: „wszelkich materiałów, które zawierają subiektywny, emocjonalny przekaz mogący służyć jako inspiracja do pracy nad tekstem sztuki teatralnej. To mogą być zdjęcia, filmiki, relacje, opowiadania, wierszyki, a nawet piosenki lub inne, dowolne formy wyrazu”. Tyle etap pierwszy; drugi, zatytułowany „Niezależni/Profesjonalni/Twórczy”, obejmuje casting, który wyłoni obsadę współpisanego spektaklu – jego premierę na żywo twórcy zapowiadają na wrzesień.

***

Wymiar ideowy teatralnych działań przeglądał się w perspektywie marketingowej i PR-owej. „W masowym udostępnianiu spektakli w internecie widać przede wszystkim zasadę produktywności, konkurencyjności i widzialności, a obecny kryzys tylko tę perspektywę wyostrza” – pisał Piotr Morawski w tekście o wszystko mówiącym tytule: Musimy zwolnić. Problem w tym, że internet nie tyle sprzyja powściągliwości, ile wymusza produktywność. Skoro spektakle może oglądać teraz dużo większa liczba widzów, to skraca się ich żywotność – potrzeba coraz to nowych treści. Stąd też dominacja formatów odcinkowych. Kwarantanna spowodowała wysyp teatralnych seriali. Dała też impuls do powstawania nowych miejsc w internecie. W Łodzi narodził się pierwszy stały teatr online prowadzony przez ArtKombinat i Scenę Monopolis. W specjalnym studiu odbywają się spektakle i koncerty, których transmisję „na żywo” widzowie mogą oglądać w internecie – odpłatnie. W Warszawie powstała cyfrowa scena Teatr Eldorado, która poza różnorakimi serialami (komediowym, eksperymentalnym i dramatycznym) prezentowała także wydarzenia taneczne. Telewizję online uruchomił także warszawski Klub Komediowy.

Teatr online w trakcie kwarantanny mierzyć się musi również ze zmęczeniem widzów, którzy często pracując w trybie zdalnym lub wspomagając najmłodszych, którzy mierzą się z e-edukacją, i tak spędzają całe dnie przed monitorem. To zniechęca do dodatkowych godzin online. Problem dostrzegła Sanocka Fundacja na Rzecz Kultury „Walizka”, która swój przygotowany i prezentowany na platformie Zoom spektakl Opowieści pustelnika reklamowała – o ironio – hasłem „wyłącz telefon, usiądź wygodnie”. Nie do siedzenia, a do ruchu zachęcał korzystający z tej platformy wspomniany kolektyw United Limbs, który proponował taneczne jamy z muzyką na żywo. Możliwości platformy pozwalały na interesujący sposób uczestnictwa, który nie zobowiązuje „do włączenia kamery, co pozwala na intymność i ogranicza stres osób, które nie chcą być obserwowane, przez innych uczestników jamu”. Z tej samej platformy skorzystał Teatr Ósmego Dnia, który przygotował zaktualizowaną wersję przedstawienia Do władzy Wielkiej i Sprawiedliwej. Z kolei Teatr Usta Usta, aktualizując za pomocą Zooma swoją Ambasadę w reżyserii Wojciecha Wińskiego, zbudował dzięki specyfice internetowej komunikacji doświadczenie, w którym widz poza siedzeniem i oglądaniem musi także wykonać pewne czynności – np. prowadzić korespondencję mailową i wykonywać polecenia w trakcie wideokonferencji. Zoom, Facebook i YouTube to najpopularniejsze serwisy, w których odnalazł się teatr. Ale nie jedyne. Dwoje reżyserów operowych, Anna Zwiefka i João Aboim, założyli SmarT.eatr funkcjonujący na Instagramie i tyleż międzynarodowy, co interdyscyplinarny. W premierowym (i serialowym) Decameronie spotkali się artyści z siedmiu krajów, starając się rozszerzyć pole działania o terytoria mody i designu.

****

Kwarantanna zamroziła lub w najlepszym wypadku spowolniła działalność teatrów, ale wielką niewiadomą (i nadzieją) dla offu online są spodziewane rezultaty uruchomionego przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego programu „Kultura w sieci”. Na stronie koordynatora (Narodowego Centrum Kultury) czytamy: „Celem programu jest finansowe wsparcie realizacji projektów upowszechniających dorobek kultury i zwiększających obecność kultury w życiu społecznym, których odbiór następuje poprzez narzędzia on-line”. Stypendialny charakter przedsięwzięcia uniemożliwia sprawiedliwą pomoc poszkodowanym artystom, którzy – pozbawieni dotychczasowych możliwości i form pracy – aby zasłużyć na wsparcie, muszą odnaleźć nowe. „Formuła konkursu niepotrzebnie podzieliła środowisko. Wiele osób zostało na lodzie” – mówi Maciej Gorczyński, reżyser współpracujący między innymi z krakowskim Teatrem Barakah, w którym do momentu wybuchu pandemii pracował nad adaptacją powieści Doroty Masłowskiej Inni ludzie. Niemniej może się okazać, że internetowy off dopiero dojdzie do głosu i zasilony funduszami pokaże, co potrafi. Gorczyński, który pozyskał ministerialne wsparcie, wskazuje, że kluczowe jest znalezienie sposobu „przełożenia rejestracji spektaklu na język wizualny – przede wszystkim język kina”. Jak wyjaśnia: „Trzeba myśleć obrazem i narracją filmową (w teatrze myślimy przede wszystkim o zdarzeniu dziejącym się w percepcji widowni). W ten sposób mogą powstać dzieła, które zachowają autonomię, czyli nie są tylko niedoskonałą kopią oryginału (a tak niestety jest z większością rejestracji). Można wrócić do spektakli już niegranych, jeszcze raz rozpocząć proces twórczy, wykorzystując materiały archiwalne, zdjęcia, być może dodatkowe nagrania. Taki proces może być fascynujący. Od kilku miesięcy pracuję nad montażem Listów do Mileny – spektaklu, który został zagrany tylko trzy razy. Na szczęście dysponuję bogatym materiałem audiowizualnym”. Jednym z beneficjentów ministerialnego programu jest również lubelski neTTheater dowodzony przez Pawła Passiniego, który będzie w jego ramach realizował spektakl Eurypides VR. To znamienne, że grupa, która powstała wokół idei teatru internetowego w momencie, gdy cały teatr został w Internecie zamknięty, nie zaproponowała nic ponad standardową reprodukcję nagranych spektakli. Nowe przedstawienie może być przełomem, ale jedynie w kontekście samego neTTheater. Prym w wirtualnych eksperymentach teatralnych przejęły już jakiś czas temu warszawskie sceny teatrów instytucjonalnych: Studio i Powszechnego. Z teatrem hybrydowym kojarzy się dziś przede wszystkim Krzysztofa Garbaczewskiego i kolektyw Dream Adoption Society.
Tymczasem wyjątkowa sytuacja skłoniła do poszukiwań (lub pościgu) także innych twórców. W obliczu oczywistej niemożliwości zamknięcia tradycyjnie rozumianego teatru w Internecie, formy ich realizacji miały z nim coraz mniej wspólnego. Przykładem choćby inspirowany twórczością plastyczną Witkacego „online video mapping” Wszystko było tak dobrze, i tak się wszystko popsuło, na który zapraszał Teatr Odwrócony. Witkacego twórcy krakowskiego teatru eksploatowali również w cyklu wideoperformansów, a zapowiadają już inspirowane twórczością Mirona Białoszewskiego audycje Odwróconego radia. Poznańskie Centrum Sztuki Dziecka zaproponowało oparte na spektaklu Morfeusz Sen w reżyserii Jerzego Moszkowicza „słuchobrazowisko”. Formułę o tyle ciekawą, że odwołującą się do nostalgii za analogowymi czasami rodzinnej bliskości – z której mógł się rodzić pierwszy, domowy wymiar teatru. „Ma to być słuchowisko z obrazkami, czytana na bieżąco książka – taka formuła na pewno niejednemu z nas przypomni czas dzieciństwa, kiedy to siadaliśmy na kolana mamie, tacie, babci i z fascynacją śledziliśmy ilustracje na przewracanych kartkach książki, jednocześnie równie uważnie słuchając historii”.

*****

W czasach normy, którą wyznacza niepewność, jedną z niewielu stałych wydaje się tęsknota za tym, co było. Bez wątpienia tkwi w niej nostalgia, ale i zdrowy rozsądek. „Czuję się onieśmielona widząc swoją twarz w formie portretu” – powiedziała Ewa Wójciak o pracy nad spektaklem w technice wideokonferencji. Portretowa mozaika z ekranu Zooma bądź innego programu komunikacyjnego może stać się ikoną kwarantanny. Zawiera się w niej to, co stanowi dla teatru śmiertelne zagrożenie – dwuwymiarowość. Teatr na monitorze jest płaski. Może przerodzić się w inną, bardziej przystającą do wirtualnej rzeczywistości formułę i zyskać na atrakcyjności, ale za cenę przestania bycia teatrem.

Niemożliwy do zharmonizowania rozdźwięk pomiędzy doświadczeniem teatru na żywo a jego internetowymi substytutami może ucichnąć już za moment, gdy wszystko wróci do normy. Niewykluczone jednak, że będziemy słyszeć go jeszcze jakiś czas. Większość wymuszonych przez epidemię formuł realizacji i prezentacji sztuki okołoteatralnej będzie aktualna tak długo, jak długo potrwają kwarantannowe obostrzenia. Niektóre odkrycia mogą jednak okazać się trwalsze. Zwłaszcza w przypadku teatru offowego, który pozbawiony zasobów instytucji zadziałał z pewnym opóźnieniem i na pewno nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Czy ktoś je usłyszy w chwili, gdy off będzie gotów je wyartykułować, czy też będzie już za późno?