The girl’s bestfriend

Centrum Rezydencji Teatralnej Scena Robocza w Poznaniu, Kurs, reż. Sara Bustamante-Drozdek

Sposób, w jaki siedzący przed widzami mężczyzna mówi – „Cześć, jestem Marek i oczarował mnie twój uśmiech” – dowodzi, że umie już przyciągać uwagę nieznajomej. Nawiązanie rozmowy to tylko wstęp, po którym sprawnie zastosuje kolejne techniki uwodzenia. Marek w przemyślany sposób wdraża zaawansowane mechanizmy bajerki. Bywa romantyczny, ale przy tym nawet na chwilę nie zapomina o epatowaniu wrażeniem luzu i pewności siebie. Potrafi inicjować kontakt na różnych płaszczyznach. Potem rozwija go, nigdy nie tracąc kontroli nad przebiegiem zdarzeń.


Wie, kiedy zaciekawić i zaintrygować kobietę, a kiedy omamić ją czułymi słówkami. Zdaje sobie sprawę, że czasem powinien zostawić ją na parkiecie samą i – po prostu – odejść. Kiedy partnerka będzie odprowadzać go wzrokiem, może sprowokować sytuację, dzięki której dziewczyna poczuje ukłucie zazdrości. Marek nie jest jeszcze w pełni profesjonalnym pogromcą damskich serc; po kilkumiesięcznym treningu opanował dopiero podstawowe metody pozornego spełniania kobiecych potrzeb. Demonstrując je podczas zajęć, na których młodsi stażem koledzy pełnią rolę szkoleniowych „biokukieł”, potrafi zaimponować adeptom niełatwej sztuki uwodzenia. Chwilę po rozpoczęciu Kursu grający Marka Konrad Eleryk łagodnym, ale niedopuszczającym sprzeciwu tonem wypowiada – jakby do każdej ze słuchających go kobiet na widowni – znaczącą obietnicę: „dziś moje sny staną się naszymi wspólnymi snami”.


Tematem spektaklu wyprodukowanego i zrealizowanego na poznańskiej Scenie Roboczej przez Sarę Bustamante-Drozdek jest podryw, widziany jako przemyślana technika nawiązywania powierzchownych relacji damsko-męskich. W bardzo zabawnej – sprawnie zaplanowanej i dynamicznie zrealizowanej – komediowej sekwencji otwierającej to widowisko nie pojawia się żadna kobieta. A jednak jest w niej to, co w tym projekcie najlepsze – doskonałe dialogi pomiędzy czterema znakomitymi aktorami, którzy wcielają się w role mistrza głodnych kawałków, osiłka, gburka i gamonia. Zestawienie mężczyzn o tak różnych charakterach, współpracujących ze sobą w celu wzajemnego samodoskonalenia, jest źródłem niekończącego się ciągu słownych i sytuacyjnych dowcipów.


Humorystyczne dialogi wykorzystują stereotypowe sposoby postrzegania obu płci – zarówno zafałszowaną projekcję kobiecych oczekiwań, jak i wyobrażenie męskich powinności wobec „płci pięknej” – które wykonawcy skutecznie ujmują w cudzysłów ironii.


Mniej więcej do połowy swojego trwania Kurs jest świetną komedią na czterech aktorów, rewelacyjnie grających napisane specjalnie z myślą dla nich role, odpowiadające ich emploi.


Markowi, sprawiającemu wrażenie najbardziej pojętnego uczestnika tytułowego kursu, podczas zajęć towarzyszy dwóch innych mężczyzn. Grany przez Macieja Miszczaka Marcin to człowiek wycofany i łagodny, który nie zdobył jeszcze pierwszych szlifów bawidamka. Nauka odpowiednich formuł, sekwencji gestów i choreografii może pomóc mu w przezwyciężeniu nieśmiałości. Podczas prób odtwarzania dialogów mających najcelniej trafiać w kobiece oczekiwania ujawnia nerwowe napięcie. Zbyt łatwo spina się i stresuje; nawet wtedy, kiedy potrzebna jest odrobina delikatności (jedynie szczypta, żeby przypadkiem nie wyjść na mięczaka), która u każdego podrywacza powinna łączyć się ze zdecydowaniem – niepotrzebnie unosi się i traci panowanie nad sobą. Jest jednak, a przynajmniej zapewnia go o tym trener, na dobrej drodze. Kiedyś osiągnie wymarzony cel, do którego prowadzą czekające go jeszcze lekcje; również prywatne – dodatkowo płatne. Miszczak kreuje powierzoną mu rolę, umieszczając swojego bohatera za barierą fasadowego chłodu. Czy sugeruje w ten sposób ukryte, wewnętrzne wrzenie postaci, które musi kiedyś zostać rozładowane, żeby nie doprowadzić do wybuchu?


Odczuwane przez siebie emocje zdecydowanie wyraźniej ujawnia bohater kreowany przez Pawła Dobka. Dominik nie cierpi na niedobór chęci do działania, brakuje mu tylko pewności siebie, determinacji i skuteczności. Skromność, wdzięk i przysłowiowe „piękne oczy”nie wystarczą, żeby poczuł się jak król parkietu, co postrzega za warunek sukcesu, do którego dąży ramię w ramię z pozostałymi kursantami. Chociaż jest pilnym uczniem, kotłowanina sprzecznych odczuć paraliżuje go i sprawia, że nie wszystko wychodzi mu tak, jak powinno. Dynamiczna ekspresja mimiczna Dobka pozwala na zarysowanie charakterystycznych cech odgrywanej przez niego postaci. Grono męskich postaci Kursu, w którym uczestniczą – współpracując i wspierając się nawzajem – Dominik, Marcin i Marek, dopełniana jest obecnością przebojowego Jacka. Mikołaj Chroboczek w roli trenera imponuje błyskotliwością i energią. To sprawca całego zamieszania i urodzony przewodnik męskiego stada.Umie pozytywnie zmotywować, nie szczędzi pochwał i docenia dobrą robotę. Potrafi jednak także celnie dogryźć, punktując niedociągnięcia i błędy swoich podopiecznych. Motywuje uczestników zajęć, wykorzystując przeróżne techniki. Sceny, w których występują tylko Eleryk, Miszczak, Dobek i Chroboczek kipią od uniwersalnego, celnego i nienachalnego dowcipu. Widzowie poszukujący w teatrzelekkiej rozrywki na wysokim poziomie z pewnością będą nimi usatysfakcjonowani. Niedosyt poczują ci, którzy zaczną rozważać Kurs przez pryzmat znaczeń i ogólnej wymowy ideowej warunkowanej przez dalsze sceny, w których do czterech mężczyzn dołączają cztery kobiety.


Wraz z pojawieniem się dziewczyn wyobrażenia i projekcje powracające w świadomości męskich bohaterów poszukujących najlepszych sposobów na wypełnianie kobiecych oczekiwań zostają skonfrontowane z rzeczywistością. Potwierdzanie kolejnych stereotypów, przywoływanych pierwotnie jako męskie projekcje, całkowicie niweluje wcześniejszą, niezwykle cenną, dwuznaczność. Jeśli celem scen z udziałem Magdy Celmer, Diany Krupy, Aleksandry Przesław i Marianny Zydek było skomplikowanie sensów spektaklu Bustamante-Drozdek, to coś się nie udało. Zbyt wyraźne, schematyczne uproszczenia kobiecych motywacji i ograniczenia horyzontów poznawczych przynoszą sporo strat. Mam wrażenie, że jest ich więcej niż zysków pochodzących z estetycznego urozmaicenia prezentacji przez cztery atrakcyjne kobiety.


Pojawienie się młodych aktorek na progu dobrze zapowiadającej się kariery nie wystarczy, żeby zniwelować dramaturgiczne mielizny, wyraźnie ujawniające się w zachowaniu i dialogach odgrywanych przez nie postaci. W granicach fabularnej konstrukcji role żeńskie rozczarowują jednoznacznością.


Kiedy na życzenie Jacka mówią, że ich zainteresowanie wzbudza dobrze ubrany mężczyzna, zaraz dodają, że ciuchy muszą być markowe, najlepiej z wyeksponowanym logo. Wspominając słabości do zapachu, sugerują, że najdroższe perfumy zawierają feromony, których obecność niesie obietnicę erotycznego spełnienia. Ich ideał to wysportowany, postawny milioner z dużym przyrodzeniem, co sugeruje także, że najlepszym przyjacielem tych kobiet są diamenty. Niezależnie od tego, czy te deklaracje mają odzwierciedlać przekonania postaci, czy są tylko pozą zgodną z popularnymi schematami postrzegania świata, niebezpiecznie spłycają prezentowaną w spektaklu wizję kobiecości. Sprawiają, że całość prezentacji traci wcześniejszy urok. Powracający dowcip, choć przeważnie równie celny, jak na początku, nie wystarczy już, żeby niwelować pojawiające się wrażenie niesmaku.


Sara Bustamante-Drozdek, która niedawno ukończyła łódzką PWSFTviT, zgłosiła pomysł Kursu w konkursie rezydencyjnym „Nowa generacja”, który od roku 2014 organizowany jest przez poznańskie Centrum Rezydencji Teatralnej. Tegoroczny werdykt to kolejny – pośród licznych, znanych od lat i niebudzących już chyba niczyjego zdziwienia – dowód na zmieszanie obiegów teatralnych. O ile jednak praktyka nielimitowanej otwartości miejsc offowych dla profesjonalistów wydaje się dzisiaj oczywista, hierarchiczność struktur i reglamentacja dostępu do scen instytucjonalnych dla twórców niezawodowych utwierdza władzę przedstawicieli zawodowego cechu artystycznego. Wybór komisji konkursowej umożliwił Sarze Bustamante-Drozdek realizację spektaklu w przestrzeniach Sceny Roboczej. Prócz miejsca, zaplecza i wsparcia technicznego, pomocy produkcyjnej oraz promocji reżyserka otrzymała 10 tysięcy złotych na pokrycie kosztów produkcyjnych.


Kurs to w pełni profesjonalne przedsięwzięcie, któremu zabrakło jedynie ideowego dopracowania ról kobiecych, domagających się uwieloznacznienia. Pomóc mogłoby nawet ich wykreślenie, choć prowadziłoby do przesunięcia spektaklu ku kategorii „kameralna komedia o męskich fantazjach na czterech aktorów”. Amputacja ról żeńskich pozbawiłaby przedstawienie estetycznej różnorodności, kolorytu i dynamiki. Dlatego warto pomyśleć o zmianie nachylenia znaczeń implikowanych przez bohaterki drugoplanowe. Zarówno zaangażowani w ten projekt aktorzy, jak i aktorki świetnie wykonują swoją pracę, podobnie jak cały zespół realizatorów – na czele z reżyserką, choreografką (Agnieszka Kryst) czy oświetleniowcem (Kacper Zięba). Dlaczego więc, skoro mężczyźni mogą być prezentowani jako osoby różnorodne, ale bez wyjątku wrażliwe, delikatne i czułe, kobiety muszą być wyrachowane, zimne i chciwe? W czasach powracających retrotopii męskości, w których wyklęte przez ignorantów wzorce genderowe wymagają ciągłej negocjacji i redefinicji, wizja potwierdzająca negatywne stereotypy behawioralne w odniesieniu do kobiet wydaje się krzywdząca. Jestem przekonany, że Kurs odniesie sukces i zachwyci wielu odbiorców. To jednak dodatkowo motywuje mnie, żeby zaapelować do twórców spektaklu o zwrócenie szczególnej uwagi na to, jaką wizję świata promują. Żadne nasze działanie nie obywa się bez konsekwencji.


Centrum Rezydencji Teatralnej Scena Robocza w Poznaniu
Sara Bustamante-Drozdek
Kurs
koncepcja i reżyseria: Sara Bustamante-Drozdek
dramaturgia: zespół aktorski i reżyserka
współpraca literacka: Daria Kubisiak
konsultacje choreograficzne i ruch sceniczny: Agnieszka Kryst
muzyka: MIN T
światło: Kacper Zięba
obsada: Magda Celmer, Mikołaj Chroboczek, Paweł Dobek, Konrad Eleryk, Diana Krupa, Maciej Miszczak, Aleksandra Przesław, Marianna Zydek
premiera: 13.11.2019