Playboy ze Śląska

Teatr Naumiony, Szac, reż. Iwona Woźniak

Dwa lata po świetnie przyjętym przez publiczność Kopidole przyszła pora na kolejne teatralne wyzwanie o kolorycie lokalnym. Iwona Woźniak z Teatrem Naumionym planowała opowiedzieć swoim widzom o zolytach – śląskim rytuale poprzedzającym zamążpójście. Z czasem pomysł na temat ewoluował, ale nie kosztem śląskiej tradycji, gwary i obyczajowości. Powstał kameralny, balladowy Szac, w którym ludowy zwyczaj jest tylko pretekstem, punktem wyjścia do historii o miłości, upływającym czasie i decyzjach wpływających na życie innych. Premiera spektaklu odbyła się 15 kwietnia ubiegłego roku na scenie ARTerii – Centrum Kultury i Promocji w Ornontowicach.


Teatr Naumiony wywodzi się z tradycji amatorskiego ruchu teatralnego w Ornontowicach, które sięgają lat 20. ubiegłego stulecia. Obecną grupę, powstałą w 2004 roku, tworzą osoby w różnym wieku, dla których teatr to prawdziwa pasja. Każdy spektakl stworzony przez aktorów-amatorów opowiada o historii Górnego Śląska, traktuje o ludziach i tradycjach tego regionu. W swoich inscenizacjach grupa wykorzystuje tradycyjne pieśni, tańce, a także lokalne wspomnienia. Nie inaczej jest tym razem.


Nazywał się Edek. Edek to był galantny szac! Pewny siebie, postawny, wysoki, no i do tego wojskowy. Taki, co to go wszystkie frelki we wsi chciały. A on przebierał, wybierał, wybrzydzał. Ale to było kiedyś, dawno temu. Teraz każda z tamtych porzuconych, niechcianych, niedocenionych dziewcząt ma swoje lata, wykrochmalony czepiec i żywe wspomnienia, którymi z racji podeszłego wieku lubi się dzielić. Każda coś tam przeżyła, każdej przystojny podrywacz w życiu i głowie namieszał. A Edek? Jest teraz sam. Taki sam, choć znacznie starszy. Wygadany, lubiący przechwałki lekkoduch, tytułowy szac (Stefan Owczarek/Bartłomiej Garus). „Ryszawe czy siwe, młode czy stare, wszystkie chciały ze mną, z Edkiem” – twierdzi z błyskiem w oku. Przypomina sobie potańcówki, potajemne schadzki, dawne dziewczyny. Opowieść mężczyzny uzupełniają historie czterech zakochanych w nim niegdyś kobiet w kwiecie wieku, które wspominają swoją młodość i życie bez wiecznego kawalera Edka. Misi (Bronisława Porembska/Sylwia Zajusz/Joanna Wiaterek) bardzo się podobał, ale w końcu z braku laku wyszła za Czesia (Józef Ignasiak/Dominik Sodzawiczny); Renatce (Jolanta Sodzawiczny/Karolina Jaworska) zrobił dziecko i odszedł; Anę (Bronisława Porembska/Sylwia Zajusz) skłócił z siostrą o imieniu Gabi (Magdalena Owczarek/Karolina Sosna), której z kolei był kochankiem. Podobnych historii jest wiele, nie tylko na Śląsku. Te wykorzystane w przedstawieniu, będące podstawą scenariusza, zebrała Joanna Sodzawiczny – autorka Kopidoła, tłumaczka Jasełek na gwarę śląską i aktorka Teatru Naumionego, odtwórczyni roli Pielęgniarki w Szacu. Dzięki jej pracy jednostkowe narracje, połączone wspólnym mianownikiem, którym jest zawiedziona, nieszczęśliwa miłość, stały się częścią tekstu opisującego sprawy zwykłe, ludzkie, bliskie każdemu z nas. Nie ma w jej tekście użalania się nad bohaterkami, biadolenia nad ich losem. Postacie, choć doświadczone przez życie, opowiadają o przeszłości z lekkością, ogromnym sentymentem i zaangażowaniem, raz ze smutkiem w głosie (Ana, Renia), innym razem żartobliwie (Misia, Gabi). Ich nostalgiczne opowieści utkane z słów wypowiadanych gwarą śląską wybrzmiewają z mocą, obok której trudno przejść obojętnie. Ogromna w tym zasługa starszego pokolenia artystów, które pokazuje, że aktor-amator to nie aktorski laik i grać potrafi. Brawa!


W miarę rozwoju akcji okazuje się, że wszystkie kobiety za młodu się znały. Łączył je Edek. To właśnie jego postać jest wątkiem spajającym pojedyncze narracje. Przyglądamy się sześćdziesięcioletniemu mężczyźnie i widzimy, że jego również czas nie oszczędził. Sędziwy Edek stracił swój młodzieńczy urok, a jedyną kobietą, która się wokół niego teraz kręci, jest pielęgniarka z domu opieki. Patrzymy na bohatera z perspektywy minionego czasu, patrzymy krytycznie na jego wybory, na jego smutny koniec, i doceniamy refleksyjny charakter spektaklu Iwony Woźniak. Szac zachęca do przemyśleń nienachalnie, z wyczuciem. Twórcy przedstawienia nie oceniają Edka, pokazują tylko, że los jest nieprzewidywalny, a bywa też sprawiedliwy. Ciężarna Renatka znajduje oparcie w Marianku (Mikołaj Kniejski); Gabi, która ma problemy z własną seksualnością, odbija siostrze Anie męża (Łukasz Domin), ale ostatecznie wcale nie jest szczęśliwa. I nie dziwi fakt, że w spektaklu brak informacji dookreślających czas akcji. W sprawach miłości, losu i błędów młodości od lat nic się nie zmieniło. Wciąż sprawdzają się te same prawdy, ciągle wracamy do utrwalonych schematów zachowań, zakochujemy się w niewłaściwych osobach. Fortuna kołem się toczy.


Fantastycznie prowadzoną narrację starszego pokolenia uzupełniają retrospekcje w formie scenek odgrywanych przez młodych członków amatorskiej grupy. Jak to wygląda na scenie? Cztery starsze kobiety siedzą na inspirowanym industrialem podwyższeniu w centralnej części sceny. Ich dłonie spoczywają na blacie wysokiego stołu, nogi są schowane pod zwojami białego materiału. Biały materiał to część ich stroju – długa spódnica pełniąca rolę nietypowych kulis. Między fałdami spódnic czają się duchy z przeszłości – dziewczęta, którymi owe staruszki kiedyś były. Dzięki magii teatru przenosimy się w krainę ich młodości, gdzie odżywają dawne radości, marzenia i rozterki, do czasów wolnych od trosk czy żalu. Młodzi zbyt wiele nie mówią, najczęściej prezentują zdarzenia pojedynczymi gestami czy ruchami. Ich ruchy są precyzyjne, wyczucie przestrzeni zasługuje na słowa uznania. Wrażenie robią zwłaszcza sceny tradycyjnego tańca, które z zespołem przygotował choreograf Mikołaj Karczewski, a także wymagające odwagi akrobatyczne skoki z wysokości w wykonaniu młodzieńców. Szkoda tylko, że aktorsko młodzież wypada bardzo słabiutko, zwłaszcza gdy porównamy ją do starszego pokolenia. Trochę brakuje młodzieńczej energii, biegłości w posługiwaniu się gwarą śląską, no i warsztatu oczywiście. Niemniej jednak zamysł z rozdzieleniem roli na dwóch aktorów jest trafiony, bo pozwala na wprowadzenie ciekawych rozwiązań inscenizacyjnych. Jednym z nich jest scena, w której stary Edek wystudiowanym gestem czesze włosy, stojąc naprzeciwko młodego Edka naśladującego jego ruchy. Przygląda się sobie, jakby patrzył w lustro, powierzchownie, a przecież zagląda w głąb siebie.


W ogóle cały spektakl jest bardzo wysmakowany wizualnie, wręcz malarski. Cztery bohaterki, usadowione na podwyższeniu niczym wielkie matrioszki, górują nad pozostałymi postaciami. Każda ubrana jest w biały kostium, przywodzący na myśl tradycyjne stroje statecznych śląskich om. Światło układające się miękko wokół zdobionych falbankami czepców tworzy nad ich głowami jasne, świetliste aureole. Kobiety czuwają nad wszystkim, są jak anioły, opiekunki domowych ognisk, silne i niezniszczalne mimo życiowych doświadczeń. Światłem malowane są również wielobarwne spódnice młodych dziewcząt furkoczące w tańcu. Widać tu wpływ twórczości Erwina Sówki, widać dbałość o jakość obrazów scenicznych, ciekawe kontrasty. Przykładem jest gra świateł (Marcin Thomann, Sebastian Rak, Maksym Juranek), które m.in. regulują zmianę miejsca akcji – domowi opieki odpowiada światło ostre i jasne, wspomnieniom – naturalne i lekko rozmyte.


Szac to spektakl kameralny, wolny od efekciarstwa. Oszczędna scenografia z elementami ludowości (piękne kostiumy!) autorstwa Barbary Wójcik-Wiktorowicz pasuje do niego idealnie. Nic nie zgrzyta, nie psuje formy, w której uwaga widza skupia się przede wszystkim na wypowiadanych przez aktorów słowach. Jest w tym wszystkim nieśpieszny rytm i miejsce na takie smaczki, jak czas odmierzany klepsydrą układaną przez zmęczoną pielęgniarkę z poduszek.


Oprócz regionalnych strojów, oszczędnej scenografii i potęgujących wrażenie oniryzmu świateł, niepowtarzalny klimat tworzy muzyka wykonywana na żywo przez założony w 2017 roku zespół Rube Świnÿe. Charakterystyczne dźwięki kojarzącego się z śląską muzyką rozrywkową akordeonu i miarowe uderzenia w bęben budzą skojarzenia z orkiestrą górniczą. Oprawa muzyczna przygotowana przez folkową kapelę w Szacu jest bardzo delikatna, nastrojowa. Ponadto muzycy dźwiękiem dopowiadają to, czego na scenie nie widać – przygrywają uczestnikom potańcówki do zabawy, symulują tykanie zegara w domu spokojnej starości. Przy tym są niemal zupełnie niewidoczni, usadowieni z boku sceny.


Szac jest znakomitym przykładem na to, że prosty, doprawiony humorem przekaz może iść w parze z jakością artystyczną. W końcu Teatr Naumiony doskonale potrafi mówić o sprawach bliskim Ślązakom, a jednocześnie ważnym dla reszty świata. Uniwersalne prawdy, regionalny sztafaż, śląsko godka – to wszystko w niebanalny sposób przybliża widzom atmosferę dawnego Śląska. Spektakl, zderzając przeszłość z teraźniejszością, pozwala dostrzec ewolucje naszej codzienności, a zarazem stałość otaczającej nas, niezmiennej natury.


1 kwietnia Iwona Woźniak wraz z Zespołem Teatru Naumionego została wyróżniona „Złotą Maską” za propagowanie kultury regionalnej w spektaklach i warsztatach teatralnych. Nagroda nie wzięła się znikąd i z pewnością zobowiązuje. Czekamy zatem z niecierpliwością na kolejne, równie interesujące realizacje.


Teatr Naumiony
Joanna Sodzawiczny
Szac
reżyseria:
Iwona Woźniak
scenografia i kostiumy: Barbara Wójcik-Wiktorowicz, Aleksandra Malczyk
muzyka: Rube Świnÿe
choreografia: Mikołaj Karczewski, Natalia Dinges
reżyseria świateł: Marcin Thomann
obsada: Bartłomiej Garus, Stefan Owczarek, Karolina Jaworska, Jolanta Sodzawiczny, Karolina Sosna, Magdalena Owczarek, Sylwia Zajusz, Bronisława Porembska, Joanna Wiaterek, Otylia Herb, Dominik Sodzawiczny, Józef Ignasiak, Łukasz Domin, Patryk Skolik, Mikołaj Kniejski
premiera: 14.04.2018