Opera poza instytucją

Body-Opera, fot. Marta Ankiersztejn

Nowy Teatr w Warszawie, Body-Opera, reż. Wojtek Blecharz

Od czasu Transcryptum z 2013 roku, zamówionego przez Operę Narodową w Warszawie, Wojtek Blecharz sukcesywnie udowadnia, że sztuka opery nie musi kojarzyć się z monumentalnością formy, konwencjonalnością scenicznych gestów i ściśle ustalonym modelem odbioru. Jego kompozycje wokalno-instrumentalne sytuują się w nurcie sztuki site-specific– o ich ostatecznym kształcie za każdym razem decyduje miejsce, w którym są wystawiane. W przypadku Transcryptum były to niesceniczne przestrzenie budynku Opery Narodowej – kręte korytarze, windy, sale prób, malarnia, a nawet pralnia. Podzieleni na pięć grup widzowie podążali określonymi szlakami, samodzielnie składając kolejne fragmenty libretta. Operowa orkiestra ograniczona została do kilku instrumentów, partie wokalne wykonywała jedna solistka. Chodziło wówczas o wykreowanie zupełnie nowej sytuacji odbiorczej – zniesienie dystansu między wykonawcami a widownią, charakterystycznego dla tradycyjnej opery.


W kolejnym projekcie, ParkOperze napisanej dla Teatru Powszechnego (premiera w 2016 roku), nie tylko ponownie rezygnował kompozytor z teatralnej sceny, ale też znacznie poszerzył przestrzeń spektaklu. Miejscem działań muzyczno-aktorskich staje się tu bowiem Park Skaryszewski w Warszawie, po którym swobodnie poruszają się widzowie. Gest wyprowadzenia opery z murów teatru jest w tym przypadku czymś znacznie więcej aniżeli plenerowym pokazem spektaklu muzycznego. Podobnie jak w Transcryptum widz zyskuje możliwość wejścia w strukturę przedstawienia i jego poszczególnych tworzyw – w tym tego najważniejszego, jakim staje się naturalna muzyka parku (szum liści, śpiew ptaków, brzęczenie owadów, dźwięk przejeżdżających w oddali pociągów). Dzięki poszczególnym elementom instalacji zaaranżowanej w parku wszystkie doznania akustyczne stają się intensywniejsze (widzowie korzystają ze słuchawek), a także „uwidocznione” (za sprawą „lornetek” do podglądania dźwięku). Przechodząc przez dziewięć kolejnych aktów Park-Opery, widz dość szybko orientuje się, że głównym jej bohaterem jest dźwięk. Nie chodzi tu jednak tylko o to, aby go usłyszeć – idea spektaklu polega na tym, by w maksymalny sposób zbliżyć się do dźwięku, przyjrzeć mu się i poczuć jego bliskość.


W swych projektach „scenicznych” Blecharz całkowicie zrywa ze stereotypowym myśleniem o operze jako sztuce elitarnej i dostępnej jedynie wąskiej grupie melomanów. Zachowując jej konstytutywne elementy – uwerturę, arie, recytatyw, partie chóralne, a nawet balet – stwarza sytuację graniczną, w której dotychczasowa integralność dzieła operowego zostaje podważona. Co najważniejsze, stopniowo przenosi przy tym punkt ciężkości z solisty (wykonawcy) na widza.


Najbardziej wyrazistym efektem tych poszukiwań, prowadzących do swoistego przeformułowania podstawowych kategorii operowych, jest Body-Opera, której premiera odbyła się w Nowym Teatrze w Warszawie i włączona została w program wydarzeń projektu Performing Europe. Trzecia z kolei opera-instalacja stanowi dość radykalną krytykę instytucji muzycznych i wyznaczanych przez nie modeli odbioru muzyki. Siedzący i nieruchomy tryb słuchania narzucany przez panujące konwenanse zostaje po raz kolejny zniesiony przez kompozytora. W Body-Operze w odbiór dźwięków zaangażowane zostaje bowiem całe ciało słuchacza – to ono staje się też właściwym tematem utworu.


Wnętrze hali widowiskowej Nowego Teatru zostaje pozbawione foteli – zamiast nich na podłodze w równych odstępach ułożono maty do praktykowania jogi oraz niewielkie poduszki. Stanowisk jest dokładnie sto. Przez środek sali przebiega prostokątny podest, dzielący przestrzeń na dwie równe części. Maty nie są numerowane, a więc widzowie wybierają miejsca dowolnie. Papierowe instrukcje zachęcają do całkowitego zrelaksowania się – ściągnięcia butów i okryć wierzchnich. Na sali panuje półmrok, a w niektórych momentach mrok. Cała aranżacja przestrzeni według pomysłu Ewy Marii Śmigielskiej pomyślana została tak, by stworzyć najkorzystniejsze warunki do zmysłowego doświadczania dźwięku.


„Ta opera jest dedykowana twojemu ciału” – słyszymy głos lektorki wprowadzający widza w dwugodzinne widowisko. Tuż po zapowiedzi nadchodzi czas na uwerturę – siedemnastominutową drzemkę, podczas której poddajemy się relaksacyjnej sile dźwiękowych wibracji, zarówno tych pochodzących z otaczającej przestrzeni, jak również tych wytwarzanych przez znajdujący się w poduszce głośnik. Uwertura stanowi rodzaj „dźwiękowego masażu”, jakiemu poddane zostają ciała widzów: podczas drzemki nieustannie czujemy bowiem, jak rezonują w nas kolejne fale akustyczne. Po wyciszającym i odprężającym prologu następuje rozgrzewka – trening techniki Resonanz poprowadzony w formie wideokonferencji przez Wiebke Renner. Trening polega przede wszystkim na pracy z oddechem i pewnymi mięśniami. Jego celem jest przygotowanie widzów do pełniejszego odbioru wrażeń akustycznych oraz zwrócenie uwagi na wewnętrzną „muzyczność” ciała – ciała funkcjonującego nie tylko jako rezonator dźwięków, ale także swoisty instrument.


W Body-Operze Blecharz jeszcze bardziej ogranicza „skład orkiestrowy”. W partiach instrumentalnych wykonywanych na żywo bierze udział tylko dwójka muzyków: kontrabasistka Beltane Ruiz Moline oraz perkusista Alexandre Babel. Sposób, w jaki oboje wydobywają dźwięki ze swoich instrumentów, znacznie odbiega od tego tradycyjnego. Rodzą się one na skutek głośnego uderzania w pudło rezonansowe, pocierania o instrumenty różnymi partiami ciała czy wreszcie zestawiania ich brzmienia z okrzykami oraz głośnym, spazmatycznym oddechem. Poszukiwanie nowych jakości brzmieniowych wiąże się tu ściśle z performatywnym wymiarem muzyki. Istotny staje się wizualny charakter wykonywania muzyki – sposób zestrojenia ciała i instrumentu. Muzycznym fragmentom opery towarzyszy również taniec. Nie jest to klasyczny balet, lecz obrazowanie reakcji ciała na współczesną muzykę, jakie staje się udziałem tancerza Karola Tymińskiego. Jego choreografia stanowi rodzaj zmagania się z trudną i niekiełznaną materią dźwiękową – tancerz momentami próbuje ją przezwyciężyć, nadać jej własny rytm, w innych zaś bezwolnie poddaje się jej sile.


Body-Opera Wojtka Blecharza eksploruje niezwykle złożoną relację między ciałem a dźwiękiem, zwracając uwagę na materialność tego drugiego: jego częstotliwość i wibracje, których doświadczamy na wskroś cieleśnie. Wszystkie sytuacje wykreowane w spektaklu mają na celu zwrócenie uwagi na sam proces słuchania, który odbywa się zawsze na kilku różnych poziomach. Można powiedzieć, że somatyczne odczucie dźwięku – tego wydobywanego na żywo z instrumentów, tego pochodzącego z wnętrza ciała oraz tego stanowiącego efekt przetworzonych elektronicznie drgań i nagranych głosów kobiecych – staje się głównym celem spektaklu.


Chwyty, po które sięga Blecharz, mają za zadanie oswoić widza z indywidualną „muzycznością” ciała, na którą nie zwracamy uwagi w życiu codziennym. Nasze pierwsze doświadczenia słuchowe rozpoczynają się już w okresie prenatalnym, w wieku czterech miesięcy – dowiadujemy się podczas spektaklu. „Dziecko w tym okresie może odczuć wibracje dźwięków poprzez uszy, oczy, skórę i całe ciało”. Z reguły są to dwa rodzaje wrażeń akustycznych: te pochodzące z ciała matki oraz dwa różne cykle bicia serca. Twórcom Body-Opery zależy na tym, abyśmy ponownie wsłuchali się w wewnętrzne głosy naszego ciała. Okazuje się, że jest to możliwe nawet w dużej sali, którą współdzieli się z setką innych osób.


W spektaklu Blecharza kolektywne słuchanie staje się doświadczeniem bardzo prywatnym i intymnym dzięki przygotowanym wcześniej narzędziom. Poza matą i wibrującą poduszką każdy widz otrzymuje również tajemnicze czarne pudełko. Znajdują się w nim drobne rekwizyty, pomagające „ucieleśnić” proces słuchania: czarna opaska na oczy, mała figurka służąca do stworzenia/wyklejenia indywidualnej mapy muzycznej ciała, strzelające cukierki, dzięki którym słyszymy dźwięki pochodzące z własnych ust, czy wreszcie dołączona do pudełka próbka zapachu, w określony sposób wpływającego na percepcję dźwięków.


Operę-instalację Wojtka Blecharza można potraktować jako teatralny eksperyment bądź też swoistą antyoperę. Wychodząc bowiem od formalnych wyznaczników gatunku, kompozytor przekracza je na poziomie organizacji środków scenicznych i ich proporcji. W Body-Operze znajdziemy partie wokalne, instrumentalne, tekstowe, a nawet pseudobalet, jednakże ich kameralny i performatywny charakter sprawia, że trudno utożsamić je z dziełem operowym. Zasadnicze przesunięcie dotyczy także sposobu odbioru spektaklu – rezygnacja ze sceny pudełkowej oraz environmentalny sposób aranżacji przestrzeni sprawia, że zanika nie tylko dystans dzielący wykonawców i odbiorców, ale też iluzoryczne ramy dla kreowanej rzeczywistości. Body-Opera wydarza się „tu i teraz” na skutek wspólnych działań aktorów i widzów – to czyni ją przedsięwzięciem o charakterze zmiennym i jednorazowym, opierającym się na realności miejsca i czasu akcji. Wszystkie trzy spektakle operowe Blecharza powstały w ramach i na zamówienie konkretnych instytucji, jednakże ich nowatorski i bezkompromisowy charakter sprawia, iż określić je można mianem „off opery”.


Nowy Teatr w Warszawie
Instytut Adama Mickiewicza, Huddersfield Contemporary Music Festival
Wojtek Blecharz
Body-Opera
reżyseria i muzyka:
Wojtek Blecharz
scenografia, kostiumy, VJ: Ewa Maria Śmigielska
choreografia, tancerz: Karol Tymiński
technika Resonanz: Wiebke Renner
reżyseria dźwięku: Robert Migas
reżyseria światła: Tadeusz Perkowski
kontrabas: Beltane Ruiz Molina
perkusja: Alexandre Babel
głosy: Barbara Kinga Majewska, Bonnie Lander, Jennifer Torrence
premiera: 16.07.2017