O niebyciu dzieckiem

Teatr Tetraedr z Raciborza, Blaszany bębenek, reż. Grażyna Tabor

Blaszany bębenek zespołu Teatraedr to opowieść o niemożliwości baśni. O tym, że rzeczywistość niewiele sobie robi z naszego pragnienia niedorośnięcia, czy też o tym, że nie istnieje żadna przestrzeń dziecięctwa i imaginacji, w którą nie wszedłby świat wielkich problemów. „Był sobie kiedyś…” – słyszymy na początku i na końcu spektaklu. Na początku liczymy na opowieść bez realizmu. Na końcu – nie wierzymy, że taka opowieść jest możliwa.


W tej trwającej niecałe trzy kwadranse scenicznej adaptacji olbrzymiej powieści Güntera Grassa zaskakuje wybór, by opowiedzieć tylko jedną część historii Oskara Matzeratha – tę poprzedzającą decyzję, by jednak urosnąć. Nie ma więc powojennej tułaczki bohatera, a zatem i obrazu powojennego świata, ale jest fabuła o dzieciaku, który w niezmieniającym się, z woli samego chłopca, ciele trzylatka buntuje się przeciwko czemuś, czego sam może nie potrafi jeszcze nazwać, ale w czym dostrzega niebezpieczeństwo uniformizacji. „Być innym” – oto plan na życie, jaki formułuje dla siebie Oskar, stawiając pierwsze kroki, zwalniając się w tej negacji wszystkiego z konieczności poważniejszej analizy siebie i świata, a przede wszystkim uznając eskapizm za najlepszy z buntów. „Być innym” ma więc stać się jednocześnie przepustką do bycia „gdzie indziej” – w przestrzeni zrodzonej ze zmieszania myśli i marzeń, obwarowanej murem własnej „dziwności”. Dziwności, która zapewnia Oskarowi pewną bezkarność i wyjątkowe traktowanie.


Zza tego muru kontaktuje się z innymi na dwa sposoby. Pierwszym jest gra na blaszanym werblu – pozwalająca mu narzucać innym własny rytm kroków i gestów. Drugim – przenikliwy krzyk, tak zwane rozśpiewywanie szkła, dzięki któremu udaje mu się tłuc na odległość szyby sklepowych witryn, szkolne okna, a zwłaszcza okulary znienawidzonej nauczycielki. I jedno, i drugie jest komunikatem przemocowym, wręcz nieprawdopodobnym w swojej prostocie, zaskakującym, gdy idzie o skuteczność, i zadziwiającym, gdy chodzi o bezkarność. Między Oskarem a światem jest wrogość – ale czy to dzieciak jest ofiarą innych? Czy może jest wręcz odwrotnie?


U Güntera Grassa, a także w spektaklu grupy Teatraedr, te pytania pojawiają się o tyle, o ile dostrzeżona zostaje paralela między szokującym uproszczeniem stosunków ze światem, jakie wybiera Oskar, a podobną jednopłaszczyznowością wizji międzyludzkich relacji, która staje się udziałem rozgrzanego faszystowską gorączką społeczeństwa lat trzydziestych minionego wieku. Na oczach małego werblisty jego rodzinny Gdańsk zmienia się w arenę marszów nienawiści i pełnych obelg przemówień. Jednego dnia ukryty pod trybuną Oskar obserwuje parady neofitów Führera, próbując zagłuszyć marszowy stukot czarnych butów z twardą podeszwą walcem wybijanym na blaszanym bębenku, drugiego dnia już tylko spogląda, jak w Kryształową Noc szyby sklepowych witryn pękają w drobny mak, tym razem nie od jego głosu. Wybucha wojna. Dokąd i jak teraz uciec?


W wyreżyserowanym przez Grażynę Tabor spektaklu tę historię poznajemy dzięki polifonii głosów czworga aktorów raz to stających się małym Oskarem jakby czytającym kartki z intymnego pamiętnika, raz to przyjmujących postawę zewnętrznego narratora, próbującego ustalić, jak było naprawdę. Zwróceni twarzą do widzów, szukając kontaktu z każdym z nas Łukasz Czogalik, Marcin Franaszek, Agnieszka Rajda, Jakub Tabor znajdują klucz, by przekazać tę wielopłaszczyznowość narracji Güntera Grassa, zarówno przybliżającą czytelnika do losów odmiennego gdańszczanina, jak i dystansującą go do dziejów buntu małego werblisty. W białych koszulach jak ze szkolnej akademii na zakończenie roku szkolnego i w uwieszonych na gumowych szelkach krótkich spodniach do podwórkowych zabaw stają na scenie z perkusyjnymi pałeczkami w dłoniach, jakby trzymali własną wersję procy. Zapastowane buty kłócą się z rozczochranymi włosami, tak jak niedziecięce już twarze aktorów Teatraedru kłócą się z bajką o małym Oskarze. Bo czy naprawdę można nie dorosnąć? Czy można nie kończyć baśni?


Zanim więc jeszcze zdążą wypowiedzieć jakiekolwiek słowo, już dzięki sile scenicznej pozy i obrazu, dzięki melancholijnej melodii niemieckiego szlagieru z gramofonu oraz dzięki łagodności aktorskich spojrzeń i cierpliwości wstrzymywania się z działaniem brzmi główna tonacja tego spektaklu: będzie to opowieść na poważnie, a przy tym także osobista. Nikt z czworga wykonawców nie rości sobie prawa do wyłączności na historię o dziejach Oskara, bo może też nikt z nich nie chciałby się z nim utożsamić. I bynajmniej nie ze względu na odmienność werblisty, ale na jego wybór, by nie rosnąć: by próbować żyć w przekonaniu, że możliwe jest zatrzymanie czasu albo znalezienie sobie bezpiecznej przestrzeni izolacji, do której nie docierałyby problemy współczesności. Nie jest to postawa krytyczna – gdy biorą na siebie rolę gdańszczanina, stają się nim z dużą empatią. Nawet zaśmieją się z jego żartów i wzruszą jego nieszczęściami. To raczej postawa pewnej wiedzy, którą mają już oni, ale nie miał zbuntowany dzieciak. Dlatego też nostalgia tego Blaszanego bębenka nie jest próbą zawrócenia czasu. Eskapizm w fantazję i przedłużane dzieciństwo nie byłby rozwiązaniem czegokolwiek – oto czemu kończące spektakl historyjki wprowadzane baśniowym zwrotem „był sobie” nie projektują już żadnego eskapizmu. Ich czas przeszły jest czasem przeszłym dokonanym. Zamknięcie rozdziału dokonuje się w pełnej świadomości.


Urzekające piękno Blaszanego bębenka Tetraedru jest w dużej mierze zasługą lekkości tego spektaklu. Nie lekkości będącej synonimem tego, co błahe, ale lekkości rozumianej jako nienachalność scenicznych działań, nienachalność interpretacji czy języka opowieści. U Grassa pełno jest, rzecz jasna celowo, szorstkości i bólu. Tu na scenie jest raczej kołysanka dla opowieści o Oskarze, niestająca się przy tym kołysanką dla problemu. Pytanie spektaklu o to, czy możliwe jest zatrzymanie czasu i czy niedorosłość broni przed problemami, które przerastają, nie jest tu wykrzyczane. Wypowiada się je ze spokojem i świadomością, że czas się z nim mierzyć. Ze świadomością, że i w powieści, i w spektaklu, znaki przeszłości są tylko kostiumem. Że nie żyją życiem w świecie równoległym.


Teatr Tetraedr, Racibórz
Blaszany bębenek
na podstawie powieści Güntera Grassa
przekład: Sławomir Błaut
tekst i reżyseria: Grażyna Tabor
obsada: Łukasz Czogalik, Marcin Franaszek, Agnieszka Rajda, Jakub Tabor
premiera: 15.06.2018