Artykuły

Chciałbym jak najwięcej

Z Dawidem Żakowskim rozmawia Hanna Raszewska-Kursa

Dawid Zakowski netHanna Raszewska-Kursa: Jak powstało Stowarzyszenie Sztuka Nowa?

Dawid Żakowski: Z potrzeby transformacji. Wcześniej, w latach 1997-2007, pracowałem z Piotrem Borowskim w Studium Teatralnym jako aktor i asystent reżysera. Po odejściu stamtąd szukaliśmy w kilka osób nowej formuły działania i tworzenia. Najpierw próbowałem pracować jako freelancer, ale okazało się, że jednak potrzebujemy osobowości prawnej. Tak zaczęliśmy myśleć o założeniu stowarzyszenia, które mogłoby zajmować się rozpowszechnianiem działań związanych z teatrem fizycznym.

My, czyli kto?

Grupa ludzi, którzy reprezentowali bardzo różne dziedziny sztuki: teatr, malarstwo, fotografię, muzykę. Mieliśmy rozeznanie w środowisku organizacji pozarządowych, międzynarodowych i krajowych, ale działaliśmy dość spontanicznie i nie w pełni zdawaliśmy sobie sprawę z konsekwencji założenia stowarzyszenia i z tego, jak długo trzeba pracować na zaufanie społeczne. Nastąpiła dość trudna konfrontacja z rzeczywistością. Dopiero po pewnym czasie zrozumiałem, jak organizacje pozarządowe działają na poziomie administracyjnym, na poziomie tworzenia zespołu, pilnowania spraw „papierowych”. Oprócz działań merytorycznych istnieje ogromna przestrzeń zadań zarządczych, które często wymagają też dużej wiedzy merytorycznej. Chodzi o pisanie wniosków, zarządzanie produkcją, nadzorowanie realizacji projektów, dokumentacja, sprawozdawczość i masa innych kwestii. Tą działką zajmuje się u nas Karolina Dziełak, która od początku współtworzy Sztukę Nową. Bez jej zaangażowania nie doszlibyśmy w żaden sposób do miejsca, w którym jesteśmy. To jest ogromna praca, której się czasem nie docenia, a na której opiera się zaufanie społeczne, bo dysponujemy środkami publicznymi i musimy je szanować. Wypracowaliśmy sobie spore zaufanie. W tym roku nasza skuteczność pisania wniosków okazała się stuprocentowa. Bardzo mnie to cieszy.

Od czego zaczęliście działalność i jak potem zmieniała się wasza wizja?

Na początku mieliśmy aspiracje prowadzenia projektów wyłącznie artystycznych, co okazało się bardzo trudne. Wyprodukowaliśmy trzy spektakle, które nie miały dużego oddźwięku. Stworzenie ich kosztowało nas mnóstwo pracy, odbywał się jednorazowy pokaz, a potem musieliśmy się pożegnać z przedstawieniem. To było bardzo bolesne, ale na szczęście ewoluowaliśmy. Projektem, który mocno ukonstytuował naszą misję, był projekt edukacyjny W poszukiwaniu tożsamości. Był to początek naszej pracy z młodzieżą i trwającego do dziś budowania i wzmacniania formuły z pogranicza działań społecznych i artystycznych. Miałem wysokie aspiracje. Spotkania w ramach WPT odbywały się trzy razy w tygodniu i trwały po trzy-cztery godziny, co było bardzo intensywne dla młodzieży, a ja nie zdawałem sobie wtedy z tego sprawy. Na początku grupy liczyły 20-30 osób, ale stopniowo okazywało się, że młodzież ma tak dużo różnych zajęć, że nie jest w stanie skoncentrować
się tylko na działaniach teatralnych. Miałem wtedy cichą nadzieję, że w ramach projektu edukacyjnego uda mi się stworzyć zespół teatralny. Ten proces trwał kilka lat. Teraz mogę powiedzieć, że taką grupę stworzyłem, nasz młody zespół pracuje na wysokim poziomie artystycznym i posługuje się profesjonalnymi środkami, ale wymagało to mozolnej, kilkuletniej pracy. Początkowo chciałem wszystkiego za szybko i szukanie formuły, z której korzystamy teraz, odbywało się trochę po omacku.

Jaka to formuła?

Kompleksowe działania, które proponujemy, znajdują się na pograniczu projektów społecznych, edukacyjnych i artystycznych. Ten rodzaj pracy to nasza obecna misja. Jest ogromna luka w obszarze między tzw. mainstreamem a offem. Owszem, są festiwale w szkołach średnich, wyższych, działają teatry licealne, studenckie, akademickie, ale mam wrażenie, że są to działania w złym sensie amatorskie: chwilowe, doraźne, nieposługujące się profesjonalnymi środkami i nietraktujące uczestników całkiem poważnie. Ostatnio to się trochę zmienia. Teatry mainstreamowe przyglądają się z uwagą idei pedagogiki teatru, ale dziesięć lat temu nie było takiej refleksji. Nie myślało się, jak profesjonalnie pracować z młodzieżą, która mogłaby wypowiadać swoje zdanie przez środki teatralne.

Co jeszcze zmieniło się przez tę dekadę?

Dziesięć lat temu byłem dziesięć lat młodszy i czułem się mocno zaangażowany w problematykę dotyczącą młodzieży. Teraz czuję pewien niekomfortowy dystans i szukam możliwości dotarcia do tej tematyki przez moich współpracowników. Są o pokolenie młodsi, więc mają wgląd do tego świata od środka. Ostatnie sześć lat to okres silnego zaangażowania w projekt Podaj dalej, który opiera się na współpracy z wieloma partnerami zarówno ze środowiska organizacji pozarządowych (m.in. Stowarzyszenie Pedagogów Teatru, Stowarzyszenie Praktyków Kultury, Stowarzyszenie Dobre Flow), jak i z teatrami (Teatr Powszechny, Teatr Lalka) oraz instytucjami kulturalnymi takimi jak Muzeum Warszawskiej Pragi, Centrum Promocji Kultury Praga Południe, szkołami, młodzieżowymi ośrodkami wychowawczymi i socjoterapeutycznymi. Projekt ma skomplikowaną strukturę, angażującą młodzież, pedagogów, artystów i instytucje do wspólnej twórczej pracy. Poszczególne grupy młodzieży najpierw pracują oddzielnie z instruktorami, a potem uczą się nawzajem metod, które poznały na wcześniejszym etapie. Potem wszyscy pracują wspólnie, wymieniają się technikami, aż dochodzi do momentu tworzenia wspólnego spektaklu. Z kolei na poziomie organizacyjnym w celu realizacji tak rozbudowanego projektu tworzymy różnego rodzaju konsorcja, współpracujemy z teatrami, organizacjami pozarządowymi, różnymi grupami docelowymi, różnymi środowiskami…

W każdej edycji Podaj dalej powstawał niesamowity kosmos, który pozwalał na daleko idące eksperymenty artystyczne i edukacyjne. To pozwoliło wypracować kolejną formułę docierania do młodzieży i nie tylko prowadzenia z nią warsztatów, ale też stworzenia warunków do powstawania specyficznych spektakli, autorskich wypowiedzi artystycznych. Tak wypracowaliśmy nasz
oryginalny język, powstający poprzez zderzenie teatru dramatycznego, teatru fizycznego, teatru tańca i teatru interdyscyplinarnego. Ta idea znajduje swoje poparcie, również to finansowe. W tym roku otrzymaliśmy dofinansowanie m.in. z Konkursu im. Jana Dormana organizowanego przez Instytut Teatralny i Ministerstwo Kultury, z programu Kultura Dostępna Ministerstwa Kultury i Biura Edukacji m.st. Warszawy, a także – w innym projekcie – z Biura Kultury m.st. Warszawy.

Szczególnie ten ostatni projekt, Centrum Lubelska, wydaje mi się dość niezwykły.

Centrum Lubelska powołaliśmy wspólnie z Komuną//Warszawa, Studium Teatralnym i Stowarzyszeniem Pedagogów Teatru. Każda z tych organizacji ma swój język i odrębną grupę docelową. To jest bardzo ciekawe doświadczenie – starać się zdefiniować przez określenie swojej grupy docelowej. Wspólnie z partnerami tworzymy we czwórkę nowy typ instytucji kultury.

Dlaczego w nazwie macie słowo Nowa? Czy po tylu latach nadal jest aktualne?

Wybraliśmy je intuicyjnie. W 2007 roku chcieliśmy zacząć nowy okres w życiu, żeby oddzielić się od poprzedniego doświadczenia i zdefiniować się  n a  n o w o, już bardziej niezależnie i podmiotowo. Studium było organizacją o specyficznej hierarchii. Zależało nam na tym, żeby nasze stowarzyszenie było bardziej demokratyczne. Wciąż jesteśmy wierni idei dialogu, szukamy obszarów działań ponad podziałami politycznymi i społecznymi.

Słowo nie zdezaktualizowało się, ale ujawniły się jego nowe znaczenia. Obecnie mam wrażenie, że ta nazwa wymaga od nas, żebyśmy starali się do niej doskoczyć. Stworzyliśmy ją trochę na wyrost. W pędzie poszukiwania innowacyjnych środków, w potrzebie nowatorstwa artystycznego, przy wkraczaniu nowych pokoleń konieczne jest utrzymywanie pewnej świeżości. Ten wyścig jest trudny. Od czasu do czasu męczy, ale dzięki temu powstają nowe wizje i nowe formuły działania.

W Centrum Lubelska stworzyliśmy program kuratorski, który pozwala młodym artystom zaangażowanym w działania Sztuki Nowej tworzyć własne produkcje, już nie w relacji ze mną, ale całkowicie niezależne. Czasami czuję zawrót głowy, widząc, jak ci młodzi ludzie kompletnie inaczej myślą, jak wypracowują własny język artystyczny i własne rozwiązania, a przy tym cały czas trzymają się profesjonalnego poziomu.

Rozmawiamy w listopadzie, niemal w przededniu premiery Krym, której jestem bardzo ciekawy. Jest to nasza koprodukcja z Teatrem Ósmego Dnia. To przedsięwzięcie jest dość ryzykowne. Pracę tworzy trójka młodych artystów Sztuki Nowej: Maciej Tomaszewski, Vera Popova i Gosia Trajkowska. Najpierw zaprezentowali work in progress, pokazując, czego spodziewają się po
projekcie, potem odbyła się podróż na Krym i dopiero po niej ruszyła produkcja. Spektakl będzie więc wynikiem zderzenia idei i marzeń z rzeczywistością.

Wcześniej w ramach programu Debiuty TF powstał spektakl Pink Bitterness. Księżniczki, bardzo mocna feministyczna wypowiedź, debiut Gosi we współpracy z Maciejem, Verą i studentkami kursu teatru fizycznego TF (Agnieszka Grądziel, Alicja Krzywicka, Aleksandra Olszowska, Karolina Pawłoś, Anna Sienicka, Alicja Zalewska). Spektakl został zrealizowany na podstawie wybranego tekstu z Dramatów księżniczek Elfriede Jelinek, bardzo mocno przefiltrowanego przez subiektywne doświadczenia uczestniczek projektu.

Tego rodzaju działania mają swoją przyszłość i w to chcielibyśmy mocno zainwestować. Kolejne dwa lata naszego udziału w Centrum Lubelska chcemy poświęcić na to, żeby angażować jak najwięcej młodych artystów, którzy będą mogli tu debiutować.

Wasza działalność często jest określana jako offowa. Jak sam dla siebie definiujesz off?

Off jest niskobudżetowy. To jest jeden z największych problemów rzeczywistości, w której się poruszamy. O konkurencji z teatrami instytucjonalnymi możemy co najwyżej pomarzyć, bo wysokość środków przeznaczanych na produkcje niezależne jest nieporównywalna z budżetami mainstreamowymi. Ani poziom artystyczny tego, co robimy, ani ilość czasu i wysiłku, jaki w to wkładamy, nie mają przełożenia na zarobki czy na możliwości finansowe stowarzyszenia. Sięgamy po nowoczesne środki i wprowadzamy do działań artystycznych technologię, a to jest bardzo drogie. Cały czas zastanawiamy się, jak sprawić, żeby powstała odrębna przestrzeń na naszą kompleksową formułę. Jak to zrobić, żeby działając w jej ramach, móc pozwolić sobie na personalne narzędzia i profesjonalną kadrę merytoryczną.

Przy przygotowywaniu Turystów w koprodukcji z Centrum Lubelska dzięki wsparciu ze strony Instytutu Teatralnego mieliśmy okazję do współpracy z dramaturżką Patrycją Dołowy i do kontynuacji współpracy duetu reżysersko-scenograficznego Dawid Żakowski-Katarzyna Pol. Mogliśmy przeprowadzić z aktorami proces w odpowiedniej aranżacji przestrzeni. W naszym działaniu
przestrzeń i ciało odgrywają dużą rolę, zarówno na etapie prób i wymagań treningu teatru fizycznego, jak i w samym spektaklu. Pracując z zespołem, prowadzę wysiłkowy, dynamiczny trening, który wprowadza aktora w proces i jest jego osobistym narzędziem dramaturgicznym. Na scenie konfiguracja przestrzeni ma własną dramaturgię, która jest równoległa do dramaturgii literackiej, do fabuły spektaklu.

Współpraca z Katarzyną Pol, artystką wizualną, pozwala nam stworzyć nowe jakości. Do tego wszystkiego musimy stwarzać sobie odpowiednie warunki. Tak rozumiem off i niezależność, ale i tak oczywiście jesteśmy zależni od grantodawców. Sporo się zmieniło się od momentu, kiedy dwa lata temu założyliśmy ze Stowarzyszeniem Pedagogów Teatru własną przestrzeń, czyli Lub/Lab. To nas uskrzydliło.

Zaczęliśmy od partnerstwa w projekcie Podaj dalej, które pokazało nam, że różniąc się, jesteśmy w stanie współdziałać w podobnych obszarach. Dzięki akcji crowdfundingowej zdobyliśmy fundusze na remont dawnej serwerowni, w której się urządziliśmy, co też pokazało, jak wiele osób może się zaangażować we wsparcie, bo potrzebuje takich działań jak nasze. To nam dało silny impuls, żeby działać dalej. Z czasem rósła petyt na więcej przestrzeni, sprzętu, profesjonalnej infrastruktury… Lub/Lab jest kameralny, a my jesteśmy głodni także większych, bardziej wymagających produkcji. Dlatego kolejnym krokiem było zawiązanie konsorcjum Centrum Lubelska.

Czy masz poczucie, że na wasze możliwości ma wpływ to, że działacie w Warszawie?

Zdecydowanie tak. Od samego początku brałem udział w wypracowywaniu strategii współpracy między Biurem Kultury m. st. Warszawy a organizacjami pozarządowymi. Odbywały się długie godziny rozmów na temat poszerzania budżetu i – co równie ważne – budowania relacji między organizacjami a biurem, żeby była to relacja partnerska, a nie między petentem a urzędem. Można narzekać, że ciągle to jest mało, ale wydaje mi się, że w porównaniu z innymi rejonami kraju funkcjonujemy w sprzyjających warunkach do tworzenia kultury, w tym kultury niezależnej.

Obecnie sporo podróżujemy z Badaniami i Turystami po naszym kraju, docieramy do mniejszych i większych miejscowości, do różnych grup docelowych, prowadzimy po spektaklach warsztaty, rozmowy i mamy dobry ogląd sytuacji rozwoju kultury w Polsce. I z tych podróży i działań wynika, że istnieje ogromne zapotrzebowanie na nowatorskie narzędzia i rozwiązania z zakresu edukacji kulturalnej, eksperymenty artystyczne docierające do szerszej grupy docelowej, nie tylko do grupy uświadomionych widzów/odbiorców, ale do osób, które nigdy nie miały okazji zetknąć się z eksperymentalnym, niezależnym teatrem i narzędziami interakcyjnymi. Tylko że to wymaga sporego wysiłku.

Pewnym fenomenem są też warszawskie Komisje Dialogu Społecznego działające przy różnych biurach Urzędu Miasta. KDS-y przy Biurze Kultury składają się z aktywistów i artystów. Ty działasz w KDS ds. Teatru i w KDS ds. Tańca.

KDS-y są kolejnym elementem pozwalającym budować relację z urzędem, która przestaje być pukaniem do drzwi abstrakcyjnego tworu polityczno-administracyjnego, a staje się bezpośrednią relacją reprezentantów organizacji pozarządowych i władzy. Przez takie spotkania okazuje się, że po drugiej stronie są bardzo interesujący ludzie, którym zależy na kształcie naszego miasta. Poza tym dzięki współpracy w ramach KDS-ów organizacje poznają się między sobą i podejmują wspólne działania. Nagle okazuje się, że nie jest się samemu z pewnymi problemami i wyzwaniami. Wtedy łatwiej szukać rozwiązań. To z prac KDS-u ds. Tańca narodziło się przecież Centrum Sztuki Tańca, które współtworzy prawie dwadzieścia organizacji.

Powiedz jeszcze, jak wygląda wasza działalność stricte artystyczna?

W 2016, czyli już w pierwszym roku działalności w Lub/Labie, stworzyliśmy dwa projekty: Solo/Duo TF i Młodzi solaryści, w ramach których wyprodukowaliśmy trzy spektakle: Common body, Orfeo’70 i Badania solarystyczne 2.0. Każdy z tych spektakli dociera do innej grupy docelowej i eksploruje inne obszary doświadczenia ciała performera.

W Common body twórczynie Karolina Dziełak i Nela Mitukiewicz poszukiwały relacji między dzieckiem a rodzicem, opartej na niewerbalnym przekazie. Przyglądały się jedności, jaka realizuje się między rodzicem a dzieckiem od początku ich relacji. Zaprosiły do współpracy rodziców z dziećmi od zera do trzech lat. Spektakl korzysta z zebranego w tym procesie materiału. Jest wielogłosem opartym na indywidualnych doświadczeniach twórców.

Orfeo 7.0 to monodram w wykonaniu Kamila Adamusa, mojej reżyserii i naszej wspólnej dramaturgii. Bardzo osobisty i angażujący emocjonalnie spektakl. Na pierwszy rzut oka zdawałoby się, że zupełnie nie jest zaangażowany społecznie, ale tak naprawdę oprócz tematu śmierci i przemijania dotyka także problemu pamięci, relacji z komunizmem, przygląda się trudnej przeszłości Polski. Dla mnie jako reżysera było to niesamowite doświadczenie. Pracując nad tym monodramem, dotknąłem świata, którego wcześniej nie znałem jako artysta, i w przyszłości chciałbym eksplorować takie przestrzenie.

W Badaniach solarystycznych 2.0 wraz z moim młodym zespołem, czyli Piotrem Piotrowiczem, Kamilem Polańskim, Verą Popovą, Maciejem Tomaszewskim i Gosią Trajkowską, eksplorowaliśmy zagadnienia podboju kosmosu i podróży człowieka na Marsa.

Z kolei w tym roku w ramach projektu Centrum Lubelska wyprodukowaliśmy wspomniane dwa debiuty i spektakl Turyści. Praca przy tych projektach daje mi ogromną satysfakcję. Eksploatujemy te przedstawienia, każde z nich pokazaliśmy 30-40 razy, co jest ogromnym osiągnięciem. Chciałbym jak najwięcej takich lat.


DAWID ŻAKOWSKI – aktor, reżyser, pedagog teatralny. W latach 1997-2007 aktor i asystent reżysera w Studium Teatralnym prowadzonym w Warszawie przez Piotra Borowskiego. Współzałożyciel i prezes Stowarzyszenia Sztuka Nowa (zał. 2007). Pracuje twórczo (m.in. spektakle: Orfeo 7.0, Badania solarystyczne 2.0, Turyści), prowadzi i współprowadzi projekty z zakresu edukacji artystycznej i kulturalnej, opracowuje autorskie metody pracy z młodzieżą („W poszukiwaniu tożsamości”, „Podaj dalej – teatralna platforma wymiany technik”), współrealizuje międzynarodowe projekty badawcze. Z Komuną//Warszawa, Studium Teatralnym i Stowarzyszeniem Pedagogów Teatru współtworzy Centrum Lubelska.
template Joomla