Forma-lin(i)a

Teatr Ósmego Dnia, Dzieci rewolucji, reż. Jacek Chmaj

Teatr Ósmego Dnia przyzwyczaił swoich widzów do monumentalnych form teatralnych na ulicy, toteż informacja o tym, że premiera nowego spektaklu Ósemek będzie miała miejsce w hali targowej, nie wywołała żadnego zdziwienia. Gigantyczna kolejka po odbiór biletów pokazała, że zainteresowanie tym teatrem jest nadal, także wśród młodych ludzi, ogromne. Zdziwienie natomiast mogło budzić to, iż Ewa Wójciak – aktorka Teatru, zamiast przygotowywać się do przedstawienia, rozdawała kolejkowiczom program spektaklu. Już ten element pokazywał, że najnowsza premiera będzie inna niż poprzednie. Rzut oka na ulotkę potwierdzał, że zmiany w tym, co przynajmniej starsi z teatromanów uważali za Teatr Ósmego Dnia, zaszły bardzo duże. Obok dawnych aktorów, jak Adam Borowski, Tadeusz Janiszewski i Marcin Kęszycki, czy od lat współpracujących z Teatrem, jak Janusz Stolarski i Przemysław Mosiężny, na scenie pojawiła się duża grupa młodych ludzi z Chorwacji – absolwentów wydziału lalkarskiego Uniwersytetu Artystycznego w Osijeku.


Premierę Dzieci rewolucji – bo taki tytuł nosi najnowsza produkcja Ósemek – najlepiej potraktować jako work in progress (ze szczególnym naciskiem na progress), pierwsze podejście do tego, co być może z czasem zamieni się w przedstawienie. Na razie jest to zbiór ruchomych obrazów z trudno uchwytną myślą przewodnią. Do końca spektaklu nie mogłam się zorientować, jaki jest stosunek twórców do tytułowego tematu. Czy chodzi w nim o problem rewolucji – gwałtownej zmiany społecznej, co sugerują cytaty z programu? Z tym że one nie proponują żadnej spójnej wizji, żadnego klarownego punktu widzenia, jakim chciałby się podzielić zespół; mowa w nich zarówno o tym, że rewolucja jest „zmianą wartości, a nie jakąś banalną modyfikacją norm” (Alfredo M. Bonanno), jak też o tym, że jest ona „opium dla narodu” (Simone Weil). Czy może chodzi o przedstawienie konkretnej rewolucji – rosyjskiej, co sugerowałyby dwie sceny „historyczne” z trójką najdawniejszych aktorów Ósemek? Są to jedyne momenty, kiedy pojawiają się oni na scenie. Tylko w takim razie z jakiego powodu aż tyle cytatów odsyła widzów do rewolucji francuskiej, będącej „najstraszliwszą rzeczą, którą zrodził Czas” (Thomas Carlyle), i równocześnie „tak decydującym momentem w historii emancypacji ludzkości, że należałoby ją co jakiś czas powtarzać” (Immanuel Kant)? Jeśli w Dzieciach rewolucji chodziło o wydobycie tej niejednoznaczności zjawiska i ambiwalencji jego postrzegania, to wskutek plakatowo niemal uproszczonej formy obrazów zupełnie się to nie udało.


W tym przedstawieniu niemal nie używa się słów. Te pojawiają się jedynie w dwóch scenach za sprawą trójki aktorów Ósemek i dotyczą wyłącznie opisów wydarzeń historycznych rewolucji 1917 roku w Rosji. Rozmowy te wprowadzają w spektakl najwięcej życia oraz klarowności. Pierwszą ze scen nazwałam dla siebie „generalskim oddziałem geriatrycznym”, kiedy przez dolną scenę przejeżdża platforma, na której w jakimś pół śnie, pół letargu, niemal leżąc na bujanych fotelach, ubrani cali na biało mundurowi starczymi głosami opowiadają o zmianach w Rosji. Druga z tych scen – „Plac Konstytucji” (aktorzy przejeżdżają zaczepieni na wysokości pasa do latarni, która jako żywo przypomina te stojące w centralnym miejscu warszawskiego MDM-u), jest kontynuacją pierwszej, z tym że tu informacje (sądząc po kostiumach) pochodzą od drugiej strony konfliktu. Obie te sceny sprawiają wrażenie wmontowanych z całkiem innego przedstawienia – różnią się tak bardzo estetyką oraz bardzo wyraziście wyrażonym komunikatem. Po tej dolnej scenie co jakiś czas przemyka jeszcze jedna platforma – znajduje się na niej ni to rzeźnik, ni to kucharz, który monotonnym, jednostajnym ruchem maluje białe tło czerwoną farbą albo w ten sam sposób przesuwa wielkim nożem po atrapie udźca wołowego. Nie wiem, czy skojarzenia wywoływane przez poszczególne obrazy są celowe, czy raczej są dziełem przypadku. Skłaniałabym się raczej ku tej drugiej opcji, ponieważ nie układały się one – przynajmniej dla mnie – w czytelną całość.


Dwa górne plany sceny należały, jak się wydaje, do zupełnie innej opowieści. Może więc to ona była tą najważniejszą, nawiązującą do tytułowych dzieci rewolucji? W tych dwóch planach – na wąskiej pomostowej scenie górnej oraz w znajdujących się ponad nią klatkach, za tiulową siatką służącą czasem za ekran, pojawiają się młodsi wykonawcy. Oba te plany, choć ciekawie wizualnie zbudowane, nie pomagają niestety w zidentyfikowaniu dzieci rewolucji. Czy są to po prostu biologiczni potomkowie tych, którzy robili ową enigmatyczną rewolucję – stąd obecność tylu młodych osób na scenie? Czy może owo zstępowanie generacyjne odnosi się do świadomych potomków, którzy nawiązują do idei rewolucyjnych? Ale jakich? Tego na scenie nie ma. Rewolucja francuska różniła się od bolszewickiej, a obie od wydarzeń z 1968 roku, które też nazywamy rewolucją. Trudno na to pytanie odpowiedzieć – co to za rewolucja i kto jest jej dzieckiem? My wszyscy? Czasy, w jakich żyjemy?


W pierwszej scenie młodzi aktorzy pokazują się na najwyższym piętrze, ćwicząc na ruchomych bieżniach. Czy jest to obraz owych dzieci rewolucji, które teraz zamiast ową kantowską „emancypacją ludności” zajmują się rozwojem fizycznym własnego ciała? Naprawdę kolejne zjawiające się przed oczami obrazy nie pomagają rozwiązać tych dylematów. Pewną podpowiedzią mogłaby być jedna ze scen, będąca przetworzonym zdublowaniem sceny pierwszej – kiedy na ćwiczące postacie rzucone są projekcje biegnących sylwetek, znanych z wcześniejszych scen batalistycznych. To skontrapunktowanie współczesnych „dzieci” i dawnej rewolucji mogłoby być ładną, choć niewiele wyjaśniającą ramą zamykającą spektakl. Ten „finał” okazuje się jednak wstępem do dalszych scen: pojawiają się na przykład postacie animujące białe lalki – rodzaj geometrycznych, materiałowych marionetek. Tak jak rozumiem, że lalkarze chcieli zaprezentować swój kunszt, tak nie bardzo umiem zrozumieć, czemu ma to służyć w całej dramaturgii spektaklu.


Dlatego myślę, że najlepiej uznać tę premierę za pierwszą prezentację dzieła, które jeszcze estetycznie oraz przede wszystkim myślowo będzie ewoluować. Do sezonu ulicznego jeszcze trochę czasu jest, więc niewątpliwie tak wytrawni artyści jak Teatr Ósmego Dnia będą w stanie zrobić na podstawie materiału, jaki zaprezentowali, porządne uliczne widowisko.


Teatr Ósmego Dnia
Dzieci rewolucji
idea i reżyseria: Jacek Chmaj
teksty: Jerzy Nowacki
kostiumy: Izabela Rudzka
muzyka: Arnold Dąbrowski
obsada: Adam Borowski, Lino Brozić, Marko Capor, Tadeusz Janiszewski, Marijan Josipović, Marcin Kęszycki, Selma Mehić, Przemysław Mosiężny, Josipa Oršolić, Janusz Stolarski, Szymon Stolarski, Zdenka Šustić, Janek Szlempo
premiera: 8.10.2017